Takie pytania często przewijają się w otoczeniu szkolnym. I nie tylko. Nie ukrywam, że jestem przeciwnikiem kupowania i dawania „małemu” dziecku telefonu komórkowego, tylko po to by dziecko go miało. Traktowania go jak zabawkę.

Zastanówmy się czy dziecko naprawdę potrzebuje telefon? Czy to rodzice kupują telefon by pokazać, że ich stać. Pewnie narażę się wielu osobom – ale cóż. Przedszkolak zaprowadzany jest przez rodziców. Z przedszkola też odbierają rodzice lub opiekunowie. Więc nie potrzebuje komórki. Klasa pierwsza i druga szkoły podstawowej… tu też w 90% rodzice zaprowadzają dzieci do szkoły. I w tym przypadku dzieci są odbierane przez dorosłych. Pamiętam swoje czasy podstawówki, nawet liceum. Jakoś bez telefonów komórkowych dało sie żyć. Dorośli nie posiadali telefonów, o dzieciach nie wspominając. Oczywiście czasy były inne i teraźniejszość należy rozpatrywać odmiennie. Wiem o tym. Co nie zmienia faktu, że dzieciństwo …dziesiąt lat temu było ciekawsze, bardziej kreatywne i bardziej dziecięce. Co się osiąga kupując dziecku komórkę? Nie wiem. Nie rozumiem. Dziecko, będące w szkole, jest pod opieką dorosłych – nauczycieli. W razie kłopotów, „szkoła” dzwoni do rodziców na podane numery telefonów. Dla dziecka jest to zbędny gadżet. Więcej… uczy dziecko szpanu, wywyższania się. Po co? A może to rodzice chcą pokazać, że ich stać. Czemu nie kupić dziecku matchboxa, lalki, albo po prostu czegoś kreatywnego. Czy w dzisiejszych czasach naprawdę dziecko musi być przedłużeniem naszego „pokazania się” ? Rodzice nie biorą pod uwagę sytuacji, które pojawiają się w szkole, a z którymi muszą walczyć nauczyciele. Szpanowanie telefonami, włączanie dzwonków, gier. Próby zajmowania się telefonem w czasie lekcji. A jeśli nauczyciel zabiera dziecku telefon, to robi się wielkie „halo”, bo to ograniczenie swobód. Rodzice nie zdają sobie sprawy, lub nie chcą zdawać sobie sprawy z tego, że dzieci potrafią być okrutne w stosunku do rówieśników. A telefony komórkowe są świetnym narzędziem. Wystarczy wsłuchać się w media, obejrzeć parę filmów, przejrzeć portale internetowe. Na którymś z forów pojawił się taki komentarz: „nic tylko iść pod podstawówkę i obserwować jak to rodzice rozpieszczają swoje dzieci”.

W innej sytuacji są dzieci, które same chodzą do szkoły. To można zrozumieć. Mają też zajęcia dodatkowe, na które same się przemieszczają. Rodzice chcą mieć jakąś kontrolę. Chcą mieć pewność, że w razie kłopotów dziecko będzie mogło do nich zadzwonić. Telefon przydaje się także w czasie podróży, kiedy długa droga jest dla dziecka utrapieniem. Choć my, podróżując, także wymyślamy na bieżąco jakieś wspólne zabawy.

Tu jednak może warto uczyć dzieci odpowiedzialności i płacenia za swój telefon. Skarbonka to dobry wynalazek 🙂

Przerażające jest to, że już siedmiolatek lub ośmiolatek ma swój telefon, który nie jest w dodatku używany do tego, do czego został stworzony. Chodzi tylko o granie, nagrywanie filmów i pokazanie, że się go ma. Telefon zastępuje coraz częściej jazdę na rowerze, grę w piłkę, bieganie, zabawy na trzepaku, grę w klasy, lepienie bałwana.  Jest wygodną rzeczą dla rodziców. Dziecko ma zajęcie na wiele godzin. Jest w miarę cicho. „To nie prawda. To dla bezpieczeństwa, dla kontaktu” – kogo oszukują dorośli? Siebie, swoje dzieci czy otoczenie? Chyba wszystkich, bo nie ma w tym krzty prawdy.

Pamiętajmy, że to my, rodzice decydujemy o zakupie telefonu. Nie wymuszające dziecko. Czy robimy to dla siebie, czy dla dziecka? Większość nie zadaje sobie tego pytania.

Nie staram się pouczać, bo sam jako Tata nie jestem doskonały. Po prostu wrzucam temat do dyskusji. Wiem, że gdy moja córka zaczenie sama chodzić do szkoły – na pewno dostanie od nas telefon. Teraz, kiedy ma chwilę wolnego od zajęć, lekcji, pozwalam Jej czasami pograć na nim. Tyle, tylko tyle.

temat przeniesiony z zamykanego (nierozwijanego) bloga

Print Friendly