Toskania 2016 – cz.12 Boska wyprawa, Acquacheta

„Ja szedłem za nim, lecz uszliśmy mało, kiedy huk wody rozległ się tak blisko,
że się słów własnych prawie nie słyszało. Jak ona rzeka co ma swe łożysko
od Monte Vesco dalej ku wschodowi, gdzie stok Apenin lewy zbiega nisko,
i co się najpierw Acquacheta zowie, nim się na niższe tory znów przewali
i pod Forli tej nazwy nikt nie powie, w San Benedetto potem jasnej fali
z hukiem się stacza błyszcząca kaskada, gdzie wielu trza, by z onej korzystali,
tak tutaj z brzegu wysokiego spada ciemnych wód masa, co jej nic nie wspiera,
i w krótkim czasie słuchowi cios zada.”

Dante Alighieri „Boska Komedia”

Zanim jednak dotarliśmy do celu czekała nas droga samochodem do San Benedetto in Alpe. Niedługa ale kręta i malownicza. Oczywiście nie mogło obyć się bez postoju i pytania postronnych ludzi o drogę. Najpierw siostra zakonna, która chciała nawet jechać przed nami samochodem i wskazać parking, z którego dalej należało udać się piechotą. Jednak kolejna dobra dusza, pod postacią tutejszego technika od budowy, wsiadła w swój samochód i poprowadziła nas do miejsca postoju. Och! jacy tu są mili ludzie i bardzo chętni do pomocy. No dobra… o siestę nie musimy się martwić. Bo przed nami około 6 kilometrów i ponad dwugodzinny marsz w jedną stronę.

google-droga

Na szczęście różnica wysokości to niespełna 300m. Więc też niedużo 🙂 Zrobiło się bardzo ciepło. Nie wiem czy południe to dobra pora na wycieczkę. Ale zagłębiając się w las okazuje się, że słońce nie jest już takie uciążliwe. Wręcz przeciwnie… przebijając się pomiędzy gałęziami prezentuje nam niezwykłą grę światła i cienia, a rozświetlone korony drzew raczą nas swoją intensywną i uspokajającą zielenią. Właściwie nie! Patrząc na to widowisko nie można być spokojnym! Całości dopełnia szum krystalicznie czystej rzeki płynącej tuż obok, co i rusz raczącej nas swoimi naturalnymi kaskadami. Snuje się, wije i ciągle zachęca do bliższego spotkania. Nie trzeba nas długo prosić. W ogóle nie trzeba nas prosić. Zatrzymujemy się, odchodzimy od szlaku, robimy setki zdjęć i radujemy wszystkim co nas otacza, ratując przy okazji dziesiątki żuczków, leżących na grzbiecie i machających do nas swoimi nóżkami.

Okazuje się, że pomimo naszych częstych postojów i najtrudniejszego ostatniego podejścia, droga zajęła nam niespełna dwie godziny. Naprawdę nieźle 🙂  Tym bardziej, że Maja wybrała się na tę wyprawę w swoich ulubionych sandałkach. Nie przeszkadzało jej przeskakiwać pomiędzy kamieniami i korzeniami drzew niczym górska kózka. A już teraz przed nami Cascata dell’Acquacheta – wodospad, o którym wspomina Dante w swojej Boskiej Komedii. Niestety lato nie jest najlepszą porą by cieszyć się jego okazałością. To nic.

Kawałeczek dalej jest jeszcze jeden wodospad, równie piękny… Do niego możemy zbliżyć się i poczuć jego przeszłość. Wrzucając do wody kilka kamieni robię sobie przeprawę. Muszę dostać się bliżej! 🙂

Czyż nie jest tu pięknie? Nam brakowało słów. A jak musi tu być podczas większych deszczów, albo po zimie… ? A teraz czas wracać. Tą samą drogą. Wśród tych samych pięknych widoków. Ratując kolejne żuczki. Zachwycając się tą niezwykłą zielenią, krystalicznie czystą wodą i błękitem mieszającym się z ciepłym słońcem, przebijającym przez korony drzew. Zachwytów cała masa… Zostawiam Was już tylko ze zdjęciami i krótkim filmem na samym końcu.

… i film 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.