Podjeżdżam dziś rano pod szkołę Natalki. Jak zwykle, tuż przed 8:00, jest tłoczno. Mnóstwo dzieciaków, dorosłych i nie mniejsza ilość samochodów. No OK… Wiadomo… szkoła, praca.

Jak to zwykle bywa, na ulicach krzyżujących się są przejścia dla pieszych. Jedno z nich oznaczone jest dodatkowo Agatką – czyli dziewczynką z balonikiem. A przed takim przejściem stoi sobie niekrótki samochód, zasłaniając widoczność. Ponieważ uliczki nie są duże, to dodatkowo wystaje na skrzyżowanie. Cóż za debil tu zaparkował.

Nic to. Natka wysiadła a ja podążam w stronę auta by zorientować się w sytuacji. Kierowca pojawił się po chwili, a ja grzecznie zwróciłem uwagę o zaistniałej sytuacji. W odpowiedzi usłyszałem kilka lakonicznych zdań: „o tej porze nie ma gdzie zaparkować”, „przecież nic się nie stało”, „i co z tego”. I tu zagotowałem się. Pewnie… wiedź człowieku na chodnik lub zaparkuj na środku skrzyżowania! Pewnie z tych co chętnie zaparkowali by w środku. Dziwię się, że taki oto pseudo-kierowca, przywożąc być może dziecko do szkoły sam stwarza w tym miejscu niebezpieczeństwo. Wziął coś z auta i z głupim uśmiechem wrócił do szkoły powtarzając jak automat „i co z tego, i co z tego”. Cham czy głupek?!

Niektórzy nazwą mnie pewnie donosicielem… ale w tym wypadku nie miałem innej możliwości. Skorzystałem więc z telefonu i połączyłem się z jedyną słuszną linią straży miejskiej. Niestety straż miejska działa ospale i koleś odjechał…

A od straży miejskiej usłyszałem, by mogli patrolować rejon szkoły codziennie z rana… muszę napisać pismo z prośbą bo przez telefon to tylko jednorazowo. O co chodzi!?

Print Friendly, PDF & Email