Paręnaście lat temu miałem okazję robić kolejne z rzędu, szybkie zakupy z moim ojcem. Kręciliśmy się po sklepie wrzucając do koszyka jakieś artykuły spożywcze.

Oprócz jedzenia dla ludzi musieliśmy kupić worek suchego żarcia dla psa. Stojąc przy półkach z takim pożywieniem i szukając odpowiedniego rodzaju, zauważyliśmy kręcącego się, nieświeżo wyglądającego jegomościa. On pewnie nas też zauważył. Głośno zażartowaliśmy do siebie, że może tym razem do wódeczki powinniśmy wziąć whiskas. W tym momencie, z pełną powagą, ale niepełnym uzębieniem, ten jegomość wybełkotał: „panowie… do flaszki lepszy jest ten pedigree”. W tym samym momencie, niczym w reklamie, zdjął z półki puszkę z żarciem i zaprezentował ją nam. Odeszliśmy z lekkim uśmiechem, wiedząc co należy kupować na zagrychę.

Print Friendly