W słoneczną sobotę przygotowaliśmy kanapki, wodę i aparat. W całej kuchni pachniało, chlebem, świeżym zielonym ogórkiem i moją coca-colą 😀 Ruszyliśmy ponownie w stronę Runowa w nadziei na odrobinę relaksu, zabawy i wytchnienia. Miasteczko kowbojskie przywitało nas niewielką gromadką odwiedzających. Bo słowo „gromada” byłoby nie na miejscu. Niestety typowych imprez nie było, animatorów właściwie też nie. Ale to zupełnie nam nie przeszkadzało. Właściwie należało to potraktować jako pozytyw. Cisza, spokój, brak gwaru i ogólnego hałasu. Tego nam trzeba było. Dziewczyny zabrały się za strzelanie z łuku i winchestera, wbijanie gwoździ oraz wybijanie swoich własnych monet. Z listem gończym w ręce mogliśmy przejechać się wozem traperskim oraz poszukać złota, wypłukując je z brudnej wody pełnej piachu i błotka. No! ubaw po pachy 🙂 Na koniec, w drodze powrotnej do domu musieliśmy zatrzymać się by podziwiać łąkę pełną kolorów. Zresztą sami zobaczcie jak wyglądał nasz dzień…

Print Friendly