Sierpień to czas „spadających gwiazd”. Potrzeba było tylko wybrać się w bardziej odludne miejsce. Takim było właśnie Osservatorio Astronomico di Monte Romano. Przed wyjazdem jednak, tak informacyjnie, zapytaliśmy Kasię jak to daleko i jaka droga. Odpowiedź była satysfakcjonująca Asię: niedaleko, a droga jest prosta. Nosz cholera jasna! 😉 Rozumiem, że każdy inaczej postrzega rzeczywistość ale żeby aż tak?! 😉 A może to ta nabyta wredota, która uaktywniła się podczas lekcji włoskiego 😉 Nie było to ani blisko ani prosto. Wręcz przeciwnie. Droga wiła się niczym makaron na samej krawędzi talerza. I to talerza z mocno obitym brzegiem. Dobrze tylko, że było ciemno i nie wszystko można było zobaczyć. Kasiu! dziękujemy za urozmaicanie naszego pobytu 🙂 A tak poważnie… to każda chwila w Waszym towarzystwie owocowała śmiechem, radością i niepowtarzalną wyjątkowością.

 

Niestety wiało na tyle silnie, że głowy musieliśmy trzymać nisko między ramionami. Mimo, że byliśmy solidnie okryci, nawet kocami, to muszę przyznać że było naprawdę zimno. Chociaż słowo ‚ZIMNO’ nie oddaje w pełni naszego odczucia temperatury otoczenia. Tak czy inaczej kilka zdjęć udało się wykonać.

Postanowiliśmy jednak wrócić w to miejsce za dnia. Droga nie uległa zmianie. Nadal była wąska i kręta. Ale jednak za dnia wyglądała bardziej przyjaźnie. Widoki inne i wzbogacone o stary, opuszczony cmentarz. Sami zresztą zobaczcie resztę zdjęć:

Print Friendly, PDF & Email