Pierwsze nasze podejście do wyprawy wśród „spadających gwiazd” okazało się fiaskiem. Przygotowaliśmy się solidnie, stosownie do panujących warunków. Zabraliśmy aparaty i z radością w duszy oraz roześmianymi gębami wpakowaliśmy się do samochodu by dojechać na miejsce startu. Jak się jednak okazało, tegoroczna Strastellata odbywała się w poniedziałek. A dziś przecież jest sobota. Na całe szczęście za nami był tylko ułamek drogi. Wróciliśmy więc i wspólnie spędziliśmy cudowny wieczór przy różnych włoskich smakołykach i nie tylko czerwonym winie.

Dwa dni później mieliśmy już 100-procentową pewność, że to jest dzień, w którym odbywa się Strastellata. Prawie 400 osób dzielnie stawiło się 14 sierpnia by równie dzielnie przejść się po Apeninach. Ale to wcale nie taki zwykły „spacerek”. No bo jak można go nazwać zwykłym kiedy dookoła takie cudowne widoki. Tu góry, tam Adriatyk, a właściwie z każdej strony białe krowy z zawieszonymi przy szyjach dzwonkami. Tak tak… krowy, nie myszki.

Fakt, że Strastellata odbyła się w innym terminie pozwolił na to, by nasza wesoła gromadka Domu z Kamienia ruszyła w góry w większym gronie 🙂

Powoli słońce zaczęło układać się do snu, mieszając na niebie swoją czerwień i letni błękit. Strastellata to wyjątkowe i niepowtarzalne wydarzenie. Uczestnicząc w zeszłym roku w Stralunacie (księżycowej wyprawie) wiedziałem, że za nic w świecie nie mogę przeoczyć tegorocznej Wyprawy Gwiezdnej. Ile radochy to sprawia, ten może powiedzieć, kto brał udział w tych wydarzeniach. Mam nadzieję, że za rok znów dane nam będzie się integrować z „tubylcami” 🙂

Nadszedł czas by założyć na głowy nasze latarki lub wziąć je w dłoń, i po chwili postoju ruszyćdalej. Zrobiło się już zupełnie ciemno i bez światła raczej ciężko jest się przemieszczać. A po dwóch godzinach wędrówki dotarliśmy na miejsce, w którym z miłą chęcią pochłonęliśmy coś ciepłego, napiliśmy się wina (i to nie raz), zjedliśmy piadinę,  słodziutkiego arbuza i pośmialiśmy się spędzając naprawdę miły czas.

Oczywiście niektórzy nie mogli pozostawić niedokończonej butelki na miejscu 😉 W końcu… w domu też trzeba coś wypić!

We wpisie znajdują się także zdjęcia Kasi z Domu z Kamienia,. Tam możecie także poczytać o tegorocznej Wyprawie pod gwiazdami.

 

Print Friendly, PDF & Email