Dzień zaczynami jak leniwce. Bo jak tu się zrywać kiedy w głowie tworzy się obraz ostatnich wakacyjnych chwil w Marradi. Oczywiście co niektórzy dzień rozpoczynają wcześnie. Ale to nie my.

Dzieciaki około południa zdobywają bar. „Czipsy”, przekąski i pewnie parę innych ciekawostek, o których nigdy się nie dowiemy 😉 Nie wiem czy to na śniadanie czy na obiad. Dzieciaki poprzez swoje późno-nocne boje zaburzyły nasz sposób postrzegania wszystkich posiłków poza obiadem.

Dziś kierunek: Tredozio. Ale po drodze zahaczamy o punkt z wcześniejszego dnia. To tam miałem zrobić parę fajnych zdjęć. Wtedy nie wszystkie wyszły. Teraz przynajmniej kilka jest akceptowalnych. Oczywiście „uwielbianym” telefonem 😉

Że też mnie nie ma na tych zdjęciach! Smutno mi 🙁

Tredozio. To nieduże, przyjemne i ciche miasteczko (o powierzchni 62km2) w prowincji Forli-Cesena w regionie Emilia-Romagna. Tak dla łatwiejszego zlokalizowania: 30km dalej znajduje się Bologna.

Łazimy po nim trochę jak obłąkane wielbłądy. Grupa lezie po jednej stronie uliczki. Ja człapię po drugiej. Oczywiście chcę uwiecznić tę całą zgraję. I tu szok. Kierowca zatrzymuje się bym mógł spokojnie zrobić zdjęcie. Rany! Dobrze, że jakiejś sesji sobie nie wymyśliłem na przestrzał 😀

A nie! Już wiem. To nie obłąkane wielbłądy. To święte krowy były! Choć po takiej ilości spritza o świętości mowy być nie może 😉

Gilotyna na kłamstwo 😉
Nasze zdrówko !
Kulturalnie 🙂
Dzieciarnia była tak mokra jak po wiosennym deszczu. Zapewne władze miasteczka musiały po naszej wizycie uzupełnić wodę w fontannie.

Zastanawiam się… może by tak następnym razem, w każdym odwiedzanym miejscu próbować i określać skalę jakości pomarańczowego trunku? Początek mamy doskonały. Tylko po jakimś czasie przecież zapomni się jak w konkretnym miejscu smakował drink. …i tak w kółko 🙂

Do Monte Busca wracamy już chyba co roku. Muszę powiedzieć, że ten rurociąg na szczycie najmniejszego włoskiego wulkanu wciąż jest dziurawy. Tak jakoś klimatycznie jest przy tym ogniu. Poza tym trzeba uzupełnić gaz w zapalniczkach 😉 No i jaki widok!

Kolejna próba ugaszenia ognia
Żabki… hop!

A nieopodal… trafiamy do Chiesa di Sant’Andrea in Pereta Santiario del Santissimo Crocifisso. Stary kościół z przeszłością. I to nie byle jaką. Usytułowany między Tredozio, Monte Busca i Portico założony został w 893 roku. Całkowicie zniszczony w trzęsieniu ziemi, które nawiedziło ten region w 1661 roku. Ocalała jedynie część ściany, na której wisiał krzyż. Kościół odbudowano i aby upamiętnić tę tragedię, parafianie co roku – w trzecią niedzielę września – uczestniczą w procesji niosąc ten zabytkowy krucyfiks.

Rzut oka na 893 rok.


Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.