Gorące afrykańskie powietrze, schłodzone prosecco i mnóstwo pyszności to tylko dodatek do sprawdzonego miejsca nad Adriatykiem. Co prawda woda tego dnia nie była tak gorąca jaką zapamiętałem rok wcześniej. Ale niczego jej nie brakowało 😉 Była naprawdę ciepła… i słona.

Gromadnie wtargnęliśmy na plażę pełną ludzi. Ale nie tak jak to ma miejsce nad Bałtykiem. Tu nie istnieje „parawaning”. To dyscyplina zarezerwowana dla rodaków mających problem z czasoprzestrzenią 😉 Usadowiliśmy się gdzieś przy drzewku łapiąc odrobinę cienia dla lodówki pełnej schłodzonych napojów. Piasek jest tak gorący, że trudno stąpać po nim bosą nogą. Potrzeba chwilę by się przyzwyczaić.

Upał niemiłosierny. Mimo stosowania wysokich filtrów słoneczko dało znać dopiero wieczorem. Oj dało. Ale w ciągu dnia, kiedy radości, uciech, wina i mnóstwa pozytywnej energii jest ogrom – nie zwracałem jakoś na to większej uwagi. Tyle o ile. Mój błąd. 

Pół dnia w wodzie. Kiedy to ja tak przesiedziałem? Aaaa… racja. Rok temu. Tym razem pojawili się nowi goście. Mnóstwo bezwiednie poruszanych falami galaretek, małych, przezroczystych meduz. Otaczały nas z każdej strony. Trzeba uważać by nie zachłysnąć się wodą 😉 Kąpiel staje się powoli uciążliwa. Do „kolekcji” trafiają większe okazy. To chyba oznaka by powoli wracać…

glut
słoneczny patrol 😉


Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.