Tym razem włoskie wakacje z austriacką otoczką w podwójnej odsłonie. Wiele miejsc było nam dobrze już znanych. Wiele też zachwyciło ponownie. Było też kilka nowych pozytywnie zaskakujących. Pomyśleć, że poznaliśmy tylko kawałek małej części półwyspu apenińskiego.

Jak zwykle – zarówno w drodze do Włoch jak i powrotnej – zatrzymaliśmy się w Treffen. Miejsce bardzo urokliwe i za każdym razem sprawiające wiele radości. Te widoki… ciągle zapierają dech w piersi. Tym razem udało nam się obejść nawet część wzgórza na wysokości 1550 metrów nad poziomem morza. Czad!

Brakuje tylko „w górę” i „w dół”
Lustereczko powiedz przecie…
Odlot
Magiczna kula… Pełna energii.
to musi być niezły widok
…bo jak nie fascynować się nim
albo porankiem…

Włochy przywitaliśmy w Weronie. Plan, jak na ograniczony czas, był całkiem nieźle dopracowany. Najpierw parking o ograniczonym miejscu.

…na styk 🙂

Potem, przejście via Mazzini – najsłynniejszą ulicą miasta. A po odstaniu w kolejce ze 20 minut – Arena di Verona. To trzeci najstarszy rzymski amfiteatr jaki zachował się we Włoszech. Dziś wykorzystywany w celach kulturowych (rozrywkowych). Ale kiedyś mógł pomieścić 20000 osób.

Piękna pogoda, piękne miasto a do tego całkiem luźno… Czego chcieć więcej.
Portoni della Bra
robi wrażenie
ale Mai nie dali pośpiewać 🙂

Obfotografowawszy wszystko co można wyruszyliśmy w stronę domu Julii. Pełno ludzi. Brrrr 🙁 Choć nie powinno to dziwić – bo tam rzekomo mieszkała Julia Capuleti – główna bohaterka Szekspirowskiego dramatu „Romeo i Julia”. Single – by otrzymać szczęście w miłości powinni pogładzić prawą pierś rzeźby Julii. Natomiast ci w związku powinni napisać liścik do swojej miłości i wsunąć go gdzieś w bramie wejściowej na dziedziniec.

ile historii…
za 6 Euro możesz dostać się na balkon Julii

Stąd wyruszyliśmy w stronę domu Romea. Ale nie zastaliśmy nikogo. A właściwie przed bramą stała całkiem pokaźna grupka niezadowolonych turystów, którzy w różnym języku równo zjechali bogu winnego sławnego bohatera.

I czas na niemałą atrakcję jakim jest Gardino Gusti. Znajdujący się za rzeką, za mostem – nieczęsto opisywany skarb miasta. Ogród założony był pod koniec XV wieku przez rodzinę Giusti. Ale dopiero Agosto Giusti – Rycerz Republiki Weneckiej i Dżentelmen Wielkiego Księstwa Toskanii nadał mu wyjątkowego kształtu. Po ogrodach Giusti przechadzali się wielcy tego świata. jak choćby Cosimo de’ Medici, Józef II Habsburg, Johann Wolfgang von Goethe, Wolfgang Mozart czy znany już dziś lekarz Thomas Addison.

Trzypoziomowe Ogrody Giusti to zaciszne miejsce gdzie mogliśmy cieszyć się zielenią, spokojem i brakiem tłumów. Oprócz terenów zewnętrznych warto zajrzeć do Palazzo Giusti. Tu też spokój i z powodzeniem można cieszyć się robiącymi piorunujące wrażenie zebranymi zbiorami. Poza tym stąd roztacza się piękny widok na ogród.

Wszystko to za 8.50 Euro.

trochę labiryntów
odważysz się? 😀
wszechobecna cisza….

Miasto znane było już w V-IV w. p.n.e. W 86 r. p.n.e. Weronę włączono do państwa rzymskiego a od 489 r. miasto było stolicą państwa Ostrogotów. W latach 568-774 Werona była stolicą księstwa lombardzkiego. Jakby mało było tych zmian – w XIV wieku należała także do Mediolanu. Od 1405 r. należała do Wenecji. A potem wraz z nią do Austrii. W 1866 r. miasto uniezależniło się od Austrii i zostało włączone do powstającego właśnie państwa włoskiego.

Zarówno Giardino Giusti jak i cała Werona warta jest poświęcenia większej ilości czasu. Albo przynajmniej powrotu do niej 🙂

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.