To był jeden z piękniejszych jesiennych dni. Zapakowaliśmy rowery do bagażnika i ruszyliśmy do Powsina. Tuż po południu czekało nas dotlenianie.

Na miejscu okazało się, że rower Majki przestał być dla niej fajny, i tylko Natalka miała okazję pojeździć. Ja człapiąc na końcu spowalniałem naszą gromadkę ale w końcu to spacer. Śpieszyć się więc nie było gdzie i do kogo. Słoneczko, piękne kolory i niezła temperatura powietrza sprawiały, że czuliśmy się wreszcie „odmiastowieni”. Trzy i pół godzinny spacer każdemu zrobił dobrze. Szczerze… nie ma co opisywać uroków natury, naszego odpoczynku i sielanki. Na to trzeba popatrzeć. Zapraszam wiec do galerii.

Print Friendly, PDF & Email