Jak obiecałem… zabrałem się za ćwikłę. Poprzedni przepis na chrzan był OK – ale stwierdziłem, że go zmodyfikuję i zrobię coś mocniejszego. Przeżerającego jelita 😀 A ćwikłę przy okazji.

Kupiłem 2 kg chrzanu i tyle samo pięknych, długich, mega-mocno czerwonych buraków. Buraki umyłem i ugotowałem. Godzina wystarczyła by zmiękły. Wyciągnąłem z wody i pozostawiłem do przestygnięcia. Obrałem chrzan i wrzuciłem, jak poprzednio, na dwie godziny do wody.

Ostudzone buraki obrałem. Ponieważ obierałem ugotowane – to specjalnie nie brudziły, wiec nie musiałem używać rękawic lateksowych. Buraki powinienem był utrzeć. Skorzystałem jednak z prostrzej metody. Malaksera, czy jak kto woli – blendera. Szybko, skutecznie. Skropiłem połową cytryny (bez pestek), wsypałem łyżkę cukru i szczyptę soli. Wymieszałem i doprawiłem jeszcze trochę do smaku.

Przyszedł czas na zalewę. Zagotowałem 4 szklanki wody, szklankę octu 10%, szklankę cukru i łyżeczkę soli. Tym razem pozostawiłem do delikatnego wystudzenia.

Zmasakrowałem chrzan w malakserze, choć powinienem go utrzeć. Mimo, że tego nie zrobiłem, zużyłem i tak karton chusteczek jednorazowych. Poniewarz nie miałem maski gazowej, dobrym pomysłem okazało się otworzenie okna i stanięcie między oknem a malakserem. Jak się okazało – chrzanu było baaaardzo dużo. Przesadziłem z ilością. Po kilogramie spokojnie by wystarczyło.

Chrzan zalałem przestudzoną zalewą i wymieszałem, dosypując jeszcze trochę cukru, soli oraz skrapiając cytryną. Podzieliłem mniej więcej na dwie równe części. Choć mniej (wydaje mi się) przypadło na część potrzebną do ćwikły.

Część chrzanu (tę mniejszą) zmieszałem z buraczkami i doprawiłem do smaku. Zarówno sam chrzan jak i ćwikła wyszły mega mocne. Ale lubię tak. Ma być czuć chrzan! 🙂 Następnego dnia już trochę osłabły.

Poprzekładałem do słoiczków i pozostawiłem do całkowitego ostygnięcia. Słoiczki pozamykały się, więc nie musiałem główkować czy je gotować czy nie 🙂 Teraz 1/4 lodówki zajmuje chrzan i ćwikła.


[shopeat_button]

Print Friendly, PDF & Email