3:15 – pobudka… oglądamy wyjątkowe zaćmienie księżyca. Majka przyczłapała do nas i co chwila pędzi do okna zerkać na naszego satelitę. Biorę aparat i cykam kilka zdjęć. Asia budzi Natalkę…

– wstawaj, zobacz zaćmienie księżyca
– idę rano do szkoły i nie obudzę się później
– obudzisz, a teraz zobacz bo następne może będzie za 30 lat 🙂

Stoimy, gapimy się wszyscy. Otwieram co jakiś czas okno i wystawiam obiektyw. Zimno jak cholera!
3:30, 4:00, 4:15, 4:30, 4:50 Za każdym razem Księżyc wygląda wspaniale.

Dziewczyny owinęły się kocem i koczują. Mi zmarzły już ręce i nogi. Jednak stanie przy otwartym oknie w samej piżamie to nie jest najlepszy pomysł. No dobra, wystarczy tego dobrego… Idziemy spać. Majka kładzie się i zaczyna:

– burczy mi w brzuchu
– a co się dzieje?
– boli mnie. A może to z głodu.
– no nie! o 5:00 nie będziesz jadła. Za dwie godziny wstajemy i dopiero będzie śniadanie.
– hmmm, to pić mi się chce.
– Maja, ja zasypiam, nie idę do kuchni po picie.
– tata, ale ty bądź miły. Przynieś mi picie, poproszę.

Cóż zrobić. Idę po picie.

Print Friendly