Zostawiam Was z opisem Asi:

„W Górach jest wszystko co kocham… jest w nich miejsce na szacunek, podziw i pożądanie, ale też lęk i przerażenie. Na bujanie w obłokach i twarde stąpanie po ziemi. Góry są dla mnie niegasnącą pasją i pierwszą, największą miłością która trwa do dziś i zawsze trwać będzie”

Po południu dotarliśmy do Świerkowego Wzgórza. Powitanie, uściski, przejście po terenie, bo trochę zmian. Przeniesiony placyk zabaw, altanka dzięki czemu z niej cudowny widok na Św. Krzyż, posadzone drzewa owocowe, warzywka… Pięknie.
Jola na powitanie i na życzenie dziewczyn przygotowała pomidorową oraz ziemniaki, młodą kapustę, schabowy i kompot z truskawek na obiad. Za to dla mnie nalewka czereśniowa, własnej roboty i długie rozmowy z zaprzyjaźnionymi właścicielami naszego ukochanego miejsca w Świętokrzyskim 😊

Przed snem jeszcze krótki spacerek. Maja zabrała hulajnogę, Nati deskorolkę. Zdjęcia, zachód słońca, pola rzepaku… Pięknie

Następny dzień powitał nas silnym i zimnym wiatrem. Gdyby nie to, byłoby całkiem ciepło, bo jak chwilami wiatr cichł, to na słoneczku nawet gorąco. Mimo wszystko starałam się z tego dnia wycisnąć najwięcej ile się da, bo prognozy na kolejny dzień nie były zachęcające.

Jola po przepysznym jak zawsze śniadaniu podwiozła nas pod Miejską Górę. Podjechała od Dąbrowy. I w sumie fajnie, bo w tych okolicach nie byliśmy, a widoki… Bajka! Jednak szlak był kiepsko oznaczony co zmusiło nas do podpytywania o drogę. Jeden z mieszkańców pokierował nas ścieżką, tuż obok za stodołą, ścieżką wyrytą przez dziki. My z Natalką zdejmowałyśmy kurtki, bo w lesie było nam ciepło, za to Maja je od nas brała i zakładała na siebie, bo Jej zimno 😉
Dotarłyśmy właściwie na sam szczyt, zatrzymałyśmy się przy zniszczonej stodole za którą stał dom i z tego co było widać raczej zamieszkały. A przed nim widok na dolinę i góry po przeciwnej stronie. Niestety las trochę zasłaniał, ale udało mi się znaleźć przesmyki by się napatrzeć, zrobić zdjęcia i coś nagrać. Już nie szukałyśmy innej drogi na zejście, a nikogo nie było kogo byśmy mogły spytać, więc wróciłyśmy tą samą ścieżką.

Miejska Góra – szczyt (426 m n.p.m.) w Paśmie Klonowskim, Gór Świętokrzyskich. Położony w Świętokrzyskim Parku Narodowym. Zbudowany z piaskowców dewońskich. Północny stok pokryty warstwą lessu z licznymi wąwozami, porośnięty lasem jodłowym, wyhodowanym przez człowieka. Na stokach południowych naturalne lasy sosnowo-dębowe.
Na północnym zboczu góry znajduje się stary kirkut z kilkudziesięcioma nagrobkami, także orczykowy wyciąg narciarski o długości ok. 700 metrów.
Przez górę przechodzi niebieski szlak turystyczny im. E. Wołoszyna z Wąchocka do Cedzyny.

No i już na drodze, idąc w dół co chwilę zatrzymywałam się żeby chłonąć widoki Zresztą było tak już do samego domu …i znowu … Pięknie.
Świat w zieleni wydaje się o wiele bardziej przyjazny, cieszy, daje siłę i nadzieję. A jeszcze te żółte, świecące jak słońce pola pachnącego rzepaku… Ach… Cuda natury.

Po powrocie, usiadłam sobie na ławeczce postawionej przy wejściu do naszego mieszkanka.
Po chwili przybiegła Maja która bawiła się z wnukiem właścicieli mówiąc, że mamy zaproszenie na Ich rodzinnego grilla.
Bardzo chętnie dołączyłyśmy i zaraz powędrowałyśmy na małą górkę, gdzie już na nas czekali przy altance, w jeszcze „mini” sadzie owocowym z widokiem na Św. Krzyż. Słoneczko grzało. Jarek z zięciem grillowali. Na stole już wszystko przygotowane, więc zaraz mogliśmy ucztować, próbować, rozmawiać, śmiać się… Strasznie to miłe, że traktują nas jak bliskie osoby i zapraszają do rodzinnego stołu. Niezmiennie mnie to wzrusza…

Wieczorem jeszcze wspólna gra z dziewczynkami w scrabble towwer oraz jazda na desce i hulajnodze przy zachodzie słońca.

Ostatniego dnia, po śniadanku przeszłam się z dziewczynami na spacer, Fred – psiak sąsiadów, oczywiście dołączył Zawsze to robi gdy wychodzimy. One jeździły, ja robiłam zdjęcia i nagrywałam krótkie filmiki.
Po powrocie leniwie i bardzo spokojnie. Książka, herbata na powietrzu, widoki…

Przed obiadkiem ponownie krótki spacer, bo dziewczyny chciały pojeździć. Jazda skończyła się mnóstwem krwi kiedy to Natalka się przewróciła, zaryła brodą i przegryzła sobie wargę. Więcej strachu niż strat.
Gdy Jola z córką szykowały jedzonko dołączyłam do Nich w kuchni. Często to robiłam również w ubiegłych latach. Rozmawiałyśmy o wszystkim. O porodach, dzieciach, uzależnieniach, dzieciństwie, potrawach świętokrzyskich. Jola opowiadała jak kiedyś jadali wszystko włącznie z kurzymi jelitami, które płukali i smażyli. O móżdżku nie mówiąc. A regionalną potrawą była np. babka ziemniaczana.

Brakuje mi takich wyjazdów. Chociażby na weekendy. Może kiedyś będzie nam dane pozwolić sobie częściej na taki relaks. Póki co muszą wystarczyć „chwile” i wakacje raz w roku.

„Człowiek zapomina, że istnieją środowiska, które nie reagują na pstryknięcie włącznika albo przekręcenie pokrętła, które mają własny rytm i porządek istnienia. Góry potrafią nam to doskonale uświadomić.”

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.