Wśród wielu rodzajów słodkości, marcepan jest tym jedynym, po którego dość systematycznie sięgam. Tak też było tym razem. Uśmiechał się do mnie taki jeden oblany czekoladą. Niemały kawałek więc na jakiś czas powinien wystarczyć.

W domu rozpakowałem z szeleszczącego papierka i z olbrzymią ochotą, zacząłem kroić w plastry. Szybko jednak pojawiła się moja córcia i z zaciekawieniem obserwowała przygotowania do wielkiego pożerania smakołyku. Pokręciła się po kuchni, chwilę w ciszy poobserwowała i zagaiła:

  • – Tato, co to jest?
  • – To jest marcepan. Oblany czekoladą.
  • – Dobry?
  • – Ja go lubię.
  • – A mogę spróbować?

Pytanie niekoniecznie mi się spodobało. W końcu marcepan miał być tylko dla mnie. Myślałem, że tylko ja go lubię. A tu mały szkrab przyszedł i wydaje się, ze też ma ochotę pożreć moją zdobycz. Cóż zrobić? Przeciwwskazań do spożycia nie ma. Trzeba tylko ograniczyć ilość. Krótko i egoistycznie odpowiedziałem:

  • – Możesz spróbować. Ale tylko kawałek.

Przełożyliśmy pokrojonego marcepana na talerzyk i powędrowaliśmy do pokoju. Rozsiedliśmy się niczym w restauracji i rozpoczęliśmy pochłanianie wielkiej słodkości.

  • – Tato, a z czego zrobiony jest marcepan?
  • – To są prażone migdały, miód i jeszcze coś. Ale nie wiem dokładnie.

Po dłuższej chwili zadumy Maja skwitowała, przypominając sobie wcześniejszy zabieg związany z przerostem migdałków:

  • – To takie migdały, które mi wycinali, tak?
Print Friendly, PDF & Email