Po długiej przerwie może wreszcie znajdę odrobinę czasu by zabrać się za uzupełnianie bloga. Trochę się uzbierało. Chyba nawet straciłem rachubę co, kiedy i gdzie. Jak się na bieżąco nie pisze to właśnie tak jest. Czy to mnóstwo pracy czy lenistwo czy może jedno i drugie? Nie wiem. Nie wnikam.

Na dobry, właściwie smaczny początek proponuję piadinę. Ale nie taką jak wszędzie. Ta jest specyficzna dla regionu, w którym byliśmy na wakacjach. Tak! to nasze wakacyjne, Toskańskie odkrycie, o którym więcej przeczytacie wkrótce. Muszę tylko ogarnąć kilka tysięcy zdjęć. Wywalić zdecydowaną większość i pozostawić tylko te najciekawsze. Łatwo nie jest!

Składniki:

  • 500 ml letniej wody
  • około 1kg mąki
  • 1 kostka świeżych drożdży
  • 2 łyżki smalcu
  • olej słonecznikowy lub rzepakowy
  • sól

Do misy wlewamy letnią wodę. Rozpuszczamy w niej drożdże. Dodajemy 2 łyżki rozpuszczonego smalcu (lub dwie łyżki oliwy). Dorzucamy 2 łyżeczki soli. Ciągle mieszając dodajemy mąkę do czasu aż ciasto zacznie być spójne i przestanie się kleić do misy i rąk. Odstawiamy ciasto na 10 – 20 minut. A co tam! Niech sobie urośnie i trochę odpocznie 🙂

Ciasto rozwałkowujemy na grubość około 5mm. Kroimy na kawałki i smażymy na gorącym oleju z każdej strony do momentu aż pięknie się zarumieni i napęcznieje.

Wyciągamy i obsypujemy solą. Piadina doskonale smakuje jako samodzielna przekąska. Ale jeszcze lepiej, kiedy zaczniemy upychać w nią ser, twarożek i wędlinę.

Przepis, w którym mam nadzieję nic nie pokręciłem, zawdzięczam Mario. Dzięki 🙂 Mam nadzieję, że to co ja przygotowałem choć trochę przypominało Twoją naprawdę mistrzowską piadinę. Pozdrawiam.

Print Friendly, PDF & Email