Po ciepłym początku maja, nastąpiło ochłodzenie. Na szczęście trzeci tydzień maja przyniósł znów poprawę temperatury. Niestety wcześniejsza utrata odporności (właściwie) nas wszystkich, a przede wszystkim Natalki, spowodowała konieczność pozostawania z dala od skupisk ludzi. Inaczej – nie pozwalała wystawić nosa poza ogrodzenie.

Obiecany wcześniej piknik musiał odbyć się zatem zupełnie lokalnie, na ogródku. Dzień wcześniej upiekłem więc udka kurczaka a Asia przygotowała jakieś ciasto. Wysprzątaliśmy piaskownicę po zimie, odrestaurowaliśmy ogrodową ławkę, upraliśmy psa, poskromiliśmy węża … ogrodowego, skosiliśmy trawę i byliśmy gotowi na rozpoczęcie sezonu letniego.

Rozłożyliśmy koc, otworzyliśmy parasol i zasiedliśmy do żarcia. Było pysznie. Przerwy w jedzeniu przyniosły nam kilka pomysłów na już znane nam zabawy i miłe spędzenie popołudnia przy grach i wodzie z „balkonowymi” truskawkami… wśród naszych cudnie kwitnących kwiatów, których odrobinę przybyło. Jednak ciągłe „chcenie” czegoś z domu zmusiło nas do zaprojektowania zaawansowanej technologicznie windy. Niestety z braku odpowiedniej jakości materiałów, musieliśmy improwizować! Do wieczora szaleństwo. Ale jak miło się usypia po intensywnym dniu 🙂

Tym razem ogromna porcja zdjęć… Zapraszam 🙂

 

Print Friendly, PDF & Email