Dwa dni z rzędu okazały się tragiczne w skutkach dla mojego funkcjonowania w realnym świecie. No może słowa trochę na wyrost ale oddają złośliwość przestrzeni nieożywionej.

Po pierwsze… ulubiony, choć ostatnimi czasy obrywający ode mnie kuksańce telefon, zbuntował się. Być może dogadał się nawet z poziomą płaszczyzną pod moimi nogami i wspólnie zaplanowali niemiłe wydarzenie. Z wysokości około 150cm mój Samsung wykonał akrobatyczny wyskok i centralnie plackiem rozłożył się na drewnianej podłodze. Wydał tylko ostatnie tchnienie w postaci sygnału nadchodzącej wiadomości i migającego na niebiesko światełka. Zabójcę i samobójcę możecie zobaczyć na zdjęciach.

Dzisiejszy dzień przyniósł konieczność przygotowania zapieczonych naleśników z mięsem i sosem beszamelowym. Sprawa prosta. Naleśniki przygotowane a gotowane mięso zostało już zmielone. Zdaje się, że niespecjalnie było tym usatysfakcjonowane bo brutalnie potraktowało łyżkę, która w misce coś namieszała. Albo mięso było tak twarde albo łyżka słaba! Próba przywrócenia łyżki do stanu pierwotnego okazała się mało skuteczna.

Print Friendly