Miałem ochotę na jakiś pyszny niedzielny obiad. Przy okazji nie miałem chęci na jakieś wielkie pichcenie i dłuższe przebywanie w kuchni. W głowie narodził się smak i zapach polędwiczek. Pytanie tylko jak wygenerować ten pomysł w rzeczywistości.

Po pierwsze potrzebne były mi polędwiczki wieprzowe. Kupiłem 4 „mięsiste” sztuki. Po drugie należało zaopatrzyć się w jakieś sosy. Nie mając ochoty na tworzenie własnych, padło na sos pieprzowy i carbonarę do spagetti. Ponieważ sosy to za mało, musiałem wrócić do wędlin i kupić surowy, wędzony boczek. Na tę ilość mięsa potrzebne mi były 3 paczuszki. W tym przypadku padło na Morliny – boczek wąski, nie rwie się i dobry w smaku. Trzecią kwesią były dodatki do mięsa. Frytki są w sam raz. A ponieważ wzyscy w domu lubimy cieniutkie więc mrożonka trafiła do koszyka na zakupy. Do tego zestaw gotowych surówek w okrągłym plastikowym pojemniczku podzielonym na trzy części; marchwiowa, porowa i jakaś jeszcze… nawet nie pamiętam.

Oto co robiłem. Polędwiczki obmyłem, pokroiłem na dwucentymetrowe kawałki. Oprószyłem solą i pieprzem. Owinąłem w boczek. Końcówki polędwiczek pozostawiłem nieowinięte. Czas na smażenie. Na rozgrzany olej układałem polędwiczki tak aby najpierw zesmażyło się łączenie boczku. Dzięki temu nie rozwinie się tak łatwo. Następnie obsmażyłem z każdej strony. Równą ilość mięsa przełożyłem do każdego garnka. Część tłuszczu także wykorzystałem dolewając do polędwiczek. Do jednego z garnków dolałem wody. Do drugiego, przygotowany już sos carbonara. Na tę ilość mięsa zużyłem dwie torebki. Garnki przykryłem i dusiłem mięso przez 30-40 minut. Chociaż myślę, że 30 minut jest w zupełności wystarczające na przygotowanie polędwiczek wieprzowych. W międzyczasie przygotowałem sos pieprzowy do polania polędwiczek z pierwszego garnka.

I tyle. Ponieważ dziewczynki niechętnie sięgają po mięso, wystarczyło go dla nas na 3 dni. Mniam 🙂 Następnym razem muszę zmniejszyć proporcje do dwóch polędwiczek i jednego sosu na każdą z nich.

Print Friendly