Święta Bożego Narodzenia zbliżają się ogromnymi krokami. Czas zabrać się za przygotowania. Sprzątanie oczywiście (niestety) przebija wszystko. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Co roku podczas porządków znajduje się niesamowite skarby. Skarby o których już dawno się zapomniało. Lądują więc najczęściej w koszu. Ale do rzeczy…

W tym roku naszła mnie ochota na przygotowanie chrzanu i ćwikły. Dziś chrzan, a niebawem ćwikła. Choć teraz modniejsze i bardziej marketingowe to „ćwikła z chrzanem”. Takie masło maślane lub ćwikła z extra chrzanem. W końcu ćwikła to buraczki marynowane z chrzanem. Ale jak widać – wszechobecny marketing tworzy dziwolągi językowe.

Wracamy do chrzanu….

1. Kilogram chrzanu zalewamy zimną wodą i odstawiamy na dwie godziny.

2. Przygotowujemy zalewę na kilogram oczyszczonego korzenia chrzanu:

  • 3 szklanki wody
  • 1 szklanka cukru (jak dasz mniej, będzie mniej słodki)
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 szklanka octu 10% (możemy zamienić na kwasek cytrynowy)

3. Całość zagotowujemy.

4. Zanim zacznie wrzeć zdążymy obrać (oczyścić) chrzan. Osuszamy i zabieramy się do tarcia. Oczywiście jeśli najpierw wykombinujemy sobie odpowiednią maseczkę (gazową) lub/i porządne gogle. Nie porywałem się na taki eksperyment więc chrzan trafił do elektrycznej tarki (blendera). Po chwili było po wszystkim. Oczy i tak szczypały a nos… czerwony jak u Renifera Rudolfa.

5. Zalewa już wrzała więc wyłączyłem gaz i wrzuciłem do niej starty chrzan. Po krótkiej chwili, takiego „bełta” zacząłem odcedzać i poprzekładałem do trzech 250ml słoiczków. Jeśli chcemy otrzymać łagodniejszy chrzan, przed odcedzaniem, należy potrzymać go dłużej w zalewie.

[shopeat_button]

Print Friendly, PDF & Email