Wiele poświęcono krytyce prosiaczków sprzedawanych w Makro Cash&Carry. Oburzenie i krytyka ludzi oraz obrońców zwierząt sięgnęła zenitu. Dlaczego?

Zniesmaczeni klienci sklepu tłumaczyli, że widok jest niesmaczny i gorszy dzieci. Większość była zbulwersowana faktem sprzedaży w sklepie martwego zwierzaka. Alternatywą miał być w tym wypadku wegetarianizm. Część z odwiedzających Makro było zniesmaczonych. Ci, którzy nie odwiedzali Makro także byli zniesmaczeni i wyrażali swoje oburzenie. Oto bezduszna forma prezentacji mięsa! Czyżby? Krwią nie ocieka, wiszącą tuszą też nie jest. I na miejscu rzeźnik nie zabija prosiaczka.

Zdaje się, że klienci sklepu (i nie-klienci) zapomnieli o kilku ważnych kwestiach. Ludzie byli i są „wszystkożerni”. To oznacza, że jesteśmy przystosowani do spożywania mięsa, w tym świnek. Makro nie jest sklepem ogólnodostępnym. Jest stworzonym dla przedsiębiorców i hurtowników. Ta oferta skierowana była właśnie do nich. A najwięcej szumu zrobili detaliści, którzy nie bardzo poradziliby sobie z przygotowaniem dania. W związku z tym tłumaczenie, że widok zapakowanego prosiaczka jest dla dzieci szokiem, nie powinno mieć miejsca. Do Makro nie mogą wchodzić dzieci. Kolejnym punktem, i pewnie równie ważnym co powyższe, jest dostępność w ogólnospożywczych sklepach innych zapakowanych zwierzątek – kurczaków, homarów, krewetek czy ryb. Krwiste schabowe czy mięso mielone wydaje się być bardziej makabryczne. Ale do tego przywykliśmy. Prosiaczek w Makro oburza, ale już pozostałe pożywienie, wystawione w osiedlowym sklepie, jest jak najbardziej w porządku. Takie zachowanie, takie opinie pokazują jakimi hipokrytami jest część ludzi. Szyneczka – pyszna, prosiaczek – be. Estetyka. A właściwie brak estetyki zapakowanego prosiaczka – to także problem dla wielu. Wspomniane homary, krewetki czy mielone mięso prezentują się chyba mniej przyjaźnie. Wszechobecny kurczak bez głowy nie robi takiego wrażenia. Ale tu jest prosiaczek! Kochane zwierzątko. I nieważne, że zapakowane i przygotowane zgodnie z normami. Zgodnie z prawem. Powinien być przecież w plasterkach!

Okaże się niedługo, że nasze dzieci (młodsze czy starsze) będą myślały, że mięsko rośnie na drzewach. Nie będą miały pojęcia, że to co na stole, to wcześniej po prostu było żyjącym zwierzątkiem. To co od lat było normalne poza miastami, najbardziej chyba oburza miastowych.

Print Friendly, PDF & Email