Oj zachciało się nam, zachciało! Czego? Odrobiny dobrych, pysznych włoskich przysmaków. Udaliśmy się zatem do Lamole in Chianti oraz do Greve in Chianti. Podróż wąskimi, krętymi drogami odrobinę się dłużyła. Z trudem mijały się dwa samochody. Ale warto było. Region Chianti to samo centrum Toskanii. Należy do prowincji Siena i słynie z produkcji wina – Chianti Classico. Kierunek był zatem oczywisty 😀

Lamole to najlepiej ufortyfikowana wioska, spokojna, cicha i pełna wina. Zaparkowaliśmy niedaleko słynnej restauracji – Ristoro di Lamole. Krótki spacer po okolicy, kilka zdjęć i powrót do samochodów.

Ale cóż to? Wielka beczka z napisem „Fattoria di Lamole” znajdująca się przed kamiennym domem zwiastuje degustację wina. Zatem w 12 osób ustawiamy się przed posiadłością z zamkniętymi drzwiami i debatujemy. „Jeśli tutaj jesteś – zadzwoń”. Nie trzeba nas było długo prosić 😉 Po chwili pojawił się człowiek ubrany w długi niebieskawy fartuch i zaprosił nas do środka. Poszukujemy delikatnego wina. Niestety nikt z nas nie był fachowcem od degustacji. Udawaniem zawodowca zajęła się zatem Ewcia. „Delikatnie zamieszaj. Powąchaj. Weź mały łyk. Posmakuj. Ale nie waż się wypluwać!” – brzmiały nasze rady. Na ścianach piwniczki wisiało kilka certyfikatów jakości, oryginalności. Trzeba wziąć kilka butelek. Właściwie kupić. Nie ma wyjścia. Polowanie zakończone sukcesem. Można wracać dalej do samochodów. I tu kłopot. Uszkodzona opona w Seacie dopominała się o zmianę koła. Ach te nieoczekiwane niespodzianki. Weź tu coś zaplanuj 🙂 Ruszamy.

Po drodze wstępujemy do słynnej XIV-wiecznej posiadłości – Villa di Vignamaggio gdzie w 1992 roku kręcono brytyjski film oparty na sztuce Szekspira – „Much Ado about Nothing”. W „Wiele hałasu o nic” zagrali m.in Emma Thompson, Denzel Washington, Keanu Reeves. Z parkingu udajemy się pod górę piękną aleją z wiekowymi cyprysami. Robi wrażenie. Wrażenie zrobiły na nas także wina, obsługa i niskie ceny. Jak się okazało ceny były o wiele niższe niż w Lamole, zatem zakupy były pokaźniejsze 🙂

Jedziemy do jednego z najstarszych miast w regionie. Do Greve in Chianti. Piękne miasteczko (i gmina) z nie lada atrakcją w postaci Piazza del Mercato i gołej rzeźby z wielkim przyrodzeniem :). Na wymianę opon w serwisie i przygotowanie samochodu do stanu bezpiecznego potrzeba dwóch godzin. Udajemy się zatem do sklepu z wędlinami – Antica Macceleria Falorni. Wewnątrz… niesamowicie. Wszędzie dookoła same pyszności. Pod sufitem zawieszone szynki z kością. Wygląda cudnie, pachnie cudnie. Jest po prostu włosko. O! Jeszcze sery. Różne, różniste. Trochę z boku znajdujemy wejście do piwniczki. Oczywiście wchodzimy. Wewnątrz jeszcze bardziej intensywne zapachy. Delikatne światło i ułożone na półkach sery. Ale jest bardzo klimatycznie. Oczywiście zdjęcia, degustacja i zakupy, które idealnie będą pasować do wcześniej zakupionych trunków.

Czas iść coś zjeść. Jak Włochy, to np. pizza. Wchodzimy do praktycznie pustej pizzerii. Wiem, wiem… to niekoniecznie dobry pomysł. Siadamy, zamawiamy. No i już wiem, że jadłem lepszą. Caffè late raczej nie nadaje się do picia. Kiepski smak, lura. I znowu… w domu pijam lepszą. Lekko pożywieni opuszczamy to miejsce i kierujemy się w stronę parkingu. Po drodze trafiamy na przyjazne, wodne zwierzątka. Ładne? Pod mostkiem, z brzegu na brzeg rzeki noszącej tę samą nazwę co miasto.

Z takiej jakości towarem, który udało nam się kupić, mkniemy szybko do Bagna. Degustacja czeka! Nie, nie… to my nie możemy się doczekać tej degustacji. Pięknie ułożone sery, wędliny pałaszowaliśmy do samego wieczora. Włoski nastrój przy palących się świecach udzielił się wszystkim. Oczywiście w oprawie Chianti Classico.

Nasza mapka…

Print Friendly