„Dwadzieścia lat temu stałem tu, gdzie stoję teraz – i widziałem śmierć moich bliskich, zdradzonych przez tych, których zwałem przyjaciółmi. Moim umysłem zawładnęła chęć zemsty. Pochłonęłaby mnie, gdyby nie mądrość kilku nieznajomych, którzy nauczyli mnie wstrzymywać instynkty.

Nigdy nie podawali odpowiedzi, ale prowadzili mnie tak, bym poznawał je sam. Nikt nie musi mówić nam, jak postępować. Ani Savonarola (wróg), ani Medici (przyjaciel). Możemy podążać własną drogą. Są tacy, którzy odbiorą nam tę wolność, a wielu z nich oddajecie ją sami. Ale to właśnie wolność wyboru – wyboru tego, co uważacie za słuszne – czyni nas ludźmi… Żadna książka ani nauczyciel nie wskażą wam drogi. Wybierzcie własną! Nie naśladujcie mnie ani nikogo innego.„

Kim był Ezio Auditore da Firenze? Ci, którzy kojarzą postać – kojarzą też grę na PC i konsole. Tak, tak – oto główny bohater „Assasin’s Creed II”. Zabójca. Jadąc do Toskanii nie mogłem nie wspomnieć tej gry. Nie mogłem nie zobaczyć miejsc rzeczywistych, na podstawie których oparto tę część potężnej sagi. Poniżej znajdziecie screeny z gry, z miejsc które faktycznie istnieją.

ACII

Chronologii w tym wpisie nie szukajcie. Znajdziecie tu miejsca zwiedzane tego dnia, wspomnienia wcześniejszych i zapowiedzi kolejnych. Wszystko to jest niezbędne, by opowiedzieć o najsłynniejszym skrytobójcy Toskanii. A zaczęło się w Wenecji, która w XIII wieku była kolebką asasynów.  Plac św. Marka, kanały i zatłoczone uliczki. Wszystko to zostało przeniesione do gry.

Znane z gęstej zabudowy największe i najsłynniejsze toskańskie miasto, nie jest już tym samym urokliwym miejscem. Florencja, po dachach której biegał Ezio jest teraz zatłoczona i hałaśliwa, a średniowieczne zabytki muszą dzielić się miejscem z codziennością XXI wieku. Ale trzeba przyznać, że to ważny punkt zwiedzania Toskanii.

Miejsce słynące i kojarzące się bardziej z lodami niż z Assassin’s Creed to San Giminiano. O pysznych lodach, zatłoczonym parkingu będę wspominał w kolejnych wpisach. Tutaj zaznaczam kolejny punkt na mapie podróży za Ezio Auditore.

Jest jeszcze Montereggioni, które znalazło się właśnie tego dnia w naszym planie zwiedzania. To chyba Villa Ezio Auditore była motorem zebrania miejsc tego fikcyjnego bohatera w jednym wpisie. Szerzej o zamku z czternastoma wieżami poczytacie na końcu.

A teraz chyba czas na powrót do kolejności zdarzeń tego dnia. Dnia, który spędziliśmy we czwórkę…

Jak zwykle z rana, by dobrze rozpocząć dzień, konieczna była kawa z mlekiem oraz szybkie śniadanie dla dziewczynek. Sobota to oczywiście dzień wolny od pracy. Ale czekały nas ciężkie chwile na targu. Zakupy – to nie jest to co tygrysy lubią najbardziej. Chociaż, sama myśl o prawdziwym włoskim targu, który odbywa się w Greve in Chianti od średniowiecza, napawał nas optymizmem. Po dwudziestu minutach z hakiem znaleźliśmy się na głównym placu w Greve. Warzywa, owoce, ciuchy, przekąski oraz tzw. „to i tamto” otaczało nas z każdej strony. Ogólny gwar i unoszące się zapachy tworzyły niepowtarzalny klimat. Zanim dziewczyny zdążyły zgłodnieć, nakupiliśmy trochę smacznych owoców i połaziliśmy w te i we w tę. Z bagażem soczystych śliwek, bananów, moreli, brzoskwiń, fasolki oraz innych smakowitości nie byliśmy w stanie chodzić zbyt długo. Może więc jakieś frytki? A tu kulki – wyglądające jak okrągłe ziemniaczki. Ciekawe co to jest?

Zadaję więc pytanie:

– These are potatoes?

A w odpowiedzi słyszymy:

– Nie, to mozarella w cieście. Tam obok są ziemniaczki i frytki.

No proszę; jak miło w gwarnym miejscu pogadać po polsku. Aż gęba mi się uśmiechnęła, że nie będę musiał męczyć się ze swoim tandetnym angielskim :). O włoskim nie wspominając.

W informacji turystycznej dostaliśmy mapkę i podjechaliśmy do Montefioralle – maleńkiego grodu, który zachował do dziś swoje średniowieczne mury. Zapierający dech w piersiach X-wieczny zameczek pozwolił nam usłyszeć stary, bijący dzwon, zajrzeć właściwie w każdy zakamarek i poczuć cudowny, włoski klimat. Niestety, Natalka była niepocieszona. Zamki kojarzą się jej z pustymi ruinami, a nie w pełni funkcjonującą społecznością mieszkającą w osadzie warownej.

Przed nami kolejny punkt planu dnia: średniowieczna Castellina. Miasto należy do prowincji Siena, a położone jest około 35km od Florencji i 15km od Sieny. We wczesnym średniowieczu znane było jako Salingolpe. Pod koniec XIV wieku lub na początku XV wieku wybudowano w mieście twierdzę (zamek), która pod nazwą „La Rocca” pozostała i jest znana do dziś.  Miasto słynie także ze szlaku biegnącego pod nim. Podziemny tunel o nazwie Via delle Volte okazał się dla mnie kompletnie nie widoczny. Miałem nadzieję zobaczyć coś co faktycznie przypominałoby podziemną trasę w Sandomierzu lub w Opatowie. Nic z tych rzeczy. Podziemna trasa okazała się właściwie deptakiem pomiędzy budynkami. Może ściślej – deptakiem niejako wewnątrz miejskiej zabudowy. Teraz nie dziwię się zaskoczonej osobie w biurze turystycznym, która próbowała zrozumieć dlaczego usilnie szukam „underground route or underground walkway”, skoro właśnie jestem na niej, i co śmieszniejsze przed momentem udało nam się ją zwiedzić :D. Asia tłumaczyła mi na wszystkie sposoby, od samego początku, że ją właśnie zwiedzamy. A ja usilnie próbowałem nie rozumieć tego. Znów mieliśmy okazję zjeść lody i udać się w stronę rynku, gdzie znajdowała się wspomniana wieża z Muzeum Archeologicznym wewnątrz. Wcześniej jednak musiałem skorzystać z magicznego Toy-toya. Wyglądał jak połączenie statku Star Trek z rozsuwanymi automatycznie drzwiami i urządzenie z filmu „Mucha” lub samoczyszczący się teleporter. Obawa o to czy wyjdę z pomieszczenia cały nie pokonała jednak fizjonomii i mojej ciekawości.

Zapłaciliśmy za bilety do muzeum, w którym Natalka miała raj. Widać, że to ją ciekawi, że czerpie z tego ogromną przyjemność. Dokładnie oglądała każdy eksponat, pytała właściwie o wszystko. Po prostu super 🙂 Mimo sporadycznie kropiącego  deszczu, widoki z wieży także mieliśmy niesamowite.

No i wracam do początku, czyli do Assassin’s Creed II i Ezio Auditore. Oto miejsce, o którym Natalka powiedziała, że to jest wreszcie prawdziwy zamek. I nie istotne jest to, że kwitnie tu życie. Ważne, że zamek Montereggioni jest zniszczony, że to co było w grze widzi teraz w realu. Oczywiście nie mam na myśli supermarketu. Z 14 obronnych wież twierdzy zbudowanej na wzgórzach Sieny pozostał prawie tuzin. Jedenaście z kawałkiem. Tak czy siak – robi ogromne wrażenie. W kilku miejscach można dostać się na wysokość murów z lat 1214-1219 i podziwiać widoki. Całkowita długość murów wynosi 570m. Zamek posiada dwie bramy: jedna otwierająca się na północ w kierunku Florencji, druga „Porta Romana” na południe. Na głównym placu stoi romański kościół Santa Maria Assunta. Przed nim sławna z gry studnia.

Przed wyjazdem do Toskanii rzuciła mi się w oczy informacja o Villa Ezio Auditore. Chodziłem po zamku i pytałem tubylców i turystów czy wiedzą gdzie znajduje się ta willa, gdzie mieszkał bohater gry. Niestety nikt nie potrafił mi udzielić odpowiedzi. Dopiero po powrocie na Bagno zajarzyłem, że asasinowa Villa Ezio Auditore – to jest właśnie cała ta twierdza. Zupełnie jak w Castellinie, szukałem czegoś co miałem przed nosem 😀

MonteriggioniFLY

Jako ciekawostkę dodam, że o Montereggioni wspomina także Dante Alighieri w „Boskiej Komedii”. Miasto (twierdza) pojawia się również w symulacyjnej grze „Twierdza” z 2001 roku.

Print Friendly, PDF & Email