Oto wpis Asi 🙂

Żywiec i Park Zamkowy

Przez  3 dni wyłączyłam się ze spraw domowo – firmowych, nie myślałam o obowiązkach, komputer zostawiłam w Warszawie… a nie, przepraszam… w piątek zrobiłam jedynie wpis korzystając z telefonu dotyczący jednej książki w sklepie… ale tylko tyle.

Do Bielska – Białej dojechałyśmy we trzy bez problemu, szybko, w przeciągu trzech godzin . Pociąg jechał  równo,  delikatnie, więc można było bez problemu zrobić lekcje czy poczytać. Czysto, cicho. Większość miejsc w wagonie zajętych, więcej osób jechało w pojedynkę, z laptopami, w eleganckich ubraniach (widać, że służbowo).

Na dworzec wyjechała po nas moja siostra z córcią i po 20 minutach byłyśmy już w Żywcu.

Pogoda, tak jak zapowiadano  zrobiła się przyjemna, w ciągu dnia temperatury dochodziły do ponad 20 stopni. Aż się prosił jakiś spacer po okolicy i oczywiście dalszy, szlakiem w Górach.

Tak czy inaczej niezależnie od pogody poranki już zimne, nawet Iza w piątek skrobała szyby odwożąc Adę o 7:00 do Szkoły. Na szczęście takie są póki co tylko poranki i późne wieczory, nie mówiąc o nocach, oczywiście.

Jeszcze w dniu przyjazdu, po obiadku przeszłyśmy się na Rynek w Żywcu, a później do Parku nie daleko. Przed nami pierwszy październikowy weekend. I to jaki weekend!

Zabytkowy Park Zamkowy w Żywcu, ze starodrzewiem i szerokimi alejami rozciąga się wzdłuż Starego Zamku i Pałacu, w centrum miasta. Tym razem do zamku i pałacu nie dotarłyśmy, ale to nic straconego. Następnym razem nadrobimy. W czwartek „postawiłyśmy” na spacer alejkami.

Park w Żywcu nazywany też Parkiem Habsburgów założono w XVIII wieku, w stylu francuskim, a następnie przekształcono go w park krajobrazowy w stylu angielskim. Na wysepce, na którą prowadzą kamienne mostki, stoi ciekawy Domek Chiński z XVIII wieku, w którym mieści się dziś kawiarnia. Obok po stawie pływają kaczki i kolorowe ryby. Atrakcją dla dzieci są również wiewiórki, stosunkowo mało płochliwe, które przy odrobinie szczęścia dają się nakarmić. Dla dzieci utworzono też place zabaw, a na krańcach parku, znajduje się  Stajnia Miejska i mini zoo – miejsce idealne dla dzieci, udostępnione za darmo, do którego mamy w planach wrócić. To znaczy… iść, bo tym razem w to miejsce nie dotarłyśmy. W sumie nawet nie wiem dlaczego? Spokojnie mogłyśmy. Jakoś tak jeszcze z I skupiłyśmy się na tym co mamy kupić na kolację, że gdzieś nam to umknęło, mimo iż Maja zauważyła drogowskazy i sama o nim wspomniała. No nic, trudno. Następnym razem…

Karol Stefan Habsburg w latach 1900-1917 doprowadził żywiecki park do obecnego kształtu. Uregulowana została młynówka, powstał wodospad, który zachował się do lat 50-tych XX wieku. Dzisiaj jest tam mała kaskada, ależ jakże urocza. Z tego okresu pochodzi również aleja lipowa i aleja dębowa.

Jest tam również fontanna, do której prowadzą urocze, zadaszone Alejki po których pnie się… no właśnie, co? Jakieś pnącze, którego nazwy nie znam. W tej chwili liście zmieniają ubarwienie i naprawdę robi to wrażenie. Zresztą spacerując alejkami, idąc przy stawie na którym nie tylko pływają kaczki, ale i czarne łabędzie (widziałam „na żywo” pierwszy raz) mogłyśmy podziwiać drzewa które stroiły się na żółto.  Do tego słońce jeszcze potęgowało ten kolor. Bajka!

 

Poniżej zdjęcia z telefonu 🙂

 

Print Friendly, PDF & Email