Tego dnia mieliśmy okazję gościć się na Bagnie zupełnie sami. Przynajmniej część dnia. Ponieważ pogoda była cudna, ponieważ chcieliśmy poznać okolicę – wybraliśmy się na mały spacer w poszukiwaniu widoków. Jak się okazało… tych było sporo.

Wąską uliczką skierowaliśmy się lekko w górę. W przeciwnym kierunku niż do Grassiny. Tu gaje oliwne, ogromne krzewy soczystej lawendy i przepiękny, aromatyczny rozmaryn były niesamowicie urokliwe. Przy biało-błękitnym kłębiastym niebie rozświetlonym słońcem, obcowanie z okoliczną przyrodą, pozwalało w tej niewiarygodnej ciszy usłyszeć szelest każdej pszczoły, każdego motyla. Właściwie nie da się chyba tego wyrazić słowami. Tylko najmłodszym dziewczynom buzie niestety się nie zamykały. Tematem nie było otoczenie; raczej ciągłe stękanie i narzekanie na ból nóg i długość spaceru i mocne słońce. Po drodze trafiamy na Oratorium di San Donato a Campignalla – kościół o prostym wyglądzie, zbudowany najprawdopodobniej w 1320 roku. Niestety – zamknięty. Wykorzystaliśmy spokój, piękną pogodę i oczywiście pstryknęliśmy kilka zdjęć.

Potem powrót do domu, jakiś makaron i kąpiel w basenie. Po prostu sielanka 🙂 Asia skorzystała z ciszy i poszła jeszcze na samotny spacer z drugiej strony domu. Nadarzyła się też okazja na poczytanie książki w ciszy. A po południu, po powrocie reszty towarzystwa, przyszedł czas na planszówki.

140713-144608

Dzień był błogi, sielankowy i mało intensywny. Wpis jest zatem wyjątkowo krótki i nieskomplikowany 😉

Print Friendly