Wydawało się nam, że wakacyjna przygoda z górami świętokrzyskimi zakończy się po pierwszym w nich pobycie. Nastąpił rok przerwy od tego regionu. Natalce przybyły dwa latka, a nam znów zachciało się tam wrócić.

Poszukiwania innego, lepszego miejsca zakończyły się sukcesem. Padło na agroturystykę „Świerkowe Wzgórze”. Nowe miejsce, nowe możliwości. Jak się okazało – w 90% spełniające nasze oczekiwania – to i tak więcej niż dwa lata wcześniej. Jeszcze wtedy nie wszystkie pokoje miały bezpośrednie wejścia do łazienek. W następnych latach, ze względu na jeszcze lepszy pokój i wprowadzone zmiany (wszystkie pokoje z łazienkami) było to już 100%. Na tyle fajnie, że nawet nie szukamy innych punktów wypadowych dla tego regionu. Mimo, że w tym roku czekają na nas Kaszuby, to o Świerkowym Wzgórzu nie zapomnieliśmy 🙂

Wracając do 2007 roku…

Nie po to jedziemy w taki region, żeby przesiedzieć ten czas na miejscu. Po przeanalizowaniu informacji i przewodników turystycznych mieliśmy plan, co zwiedzać:

  • Wróciliśmy do Bodzentyna – bo najbliżej
  • Huta „Józef” w Samsonowie
  • Dąb „Bartek”
  • Nowa Słupia i niezły kawałek po kamieniach w stronę Świętego Krzyża. Ponieważ zaczynało bardziej padać, a Natalka jęczała – trzeba było się ewakuować.
  • Zamek Krzyż-Topór w Ujeździe, który urzekł nas dwa lata wcześniej. Tego nie mogliśmy pominąć.
  • Kielce: Amfiteatr Kadzielnia – jeszcze wtedy można było połazić po scenie. Wyrobisko nieczynnego kamieniołomu Kadzielnia, Muzeum zabawek, w którym uczyłem się łazić na szczudłach. Bojąc się o własne zęby, szybko zaprzestałem nauki. Trafiliśmy także na dawny kamieniołom, a obecnie rezerwat przyrody „Wietrznia”. Oj słońce wtedy ostro grzało, a moim dziewczynom zachciało się przedzierać przez chaszcze i szwędać po tym nieczynnym wyrobisku. Nati nazbierała wtedy sporo kamieni, które oczywiście trzeba było targać. Wiadomo kto 😀 Oj… myślałem wtedy, że je tam zostawię.
  • Odrobina leniuchowania na miejscu dała nam także ogrom radości. Ognisko, zabawy, a przede wszystkim niesamowity widok przynajmniej setki bocianów. Zdjęcia nie są rewelacyjne, bo nie zachowałem zimnej krwi podczas fotografowania. Nie byłem przygotowany na taki widok. A ten był naprawdę nieziemski i zapierający dech w piersiach.

Na moim blogu o wszystkim możesz także poczytać o tym co zwiedzaliśmy w świętokrzyskiem w 2005 roku

Print Friendly, PDF & Email