Po wypadzie na Kaszuby, i tygodniu prania w Warszawie, przyszedł czas na obiecany dziewczynkom (a przede wszystkim Natalce) kolejny już wypad do Świerkowego Wzgórza. To już piąte albo szóste wakacje w Świętokrzyskiem.

Droga prosta, krótka – przebiegła nam bez większego problemu. A mając w pamięci jęczenia na Kaszuby – to w ogóle bez problemu.

Ponieważ teren jest nam bardzo dobrze znany – czujemy się prawie jak w domu. Świerkowe Wzgórze przywitało nas delikatnymi zmianami. Powstał nowy budynek, w którym do dyspozycji gości jest siłownia, sauna, wanna z bąbelkami. Do stołu bilardowego dołączyły jeszcze piłkarzyki. W naszym ulubionym pokoju teraz dużo lepiej została ustawiona szafka z telewizorem. Cała reszta bez zmian – ciągle mili i życzliwi właściciele oraz miejsce, które jest po prostu urzekające.

Ponieważ do Grabkowa dojechaliśmy po 14:00, ten dzień spędziliśmy na miejscu. Trzeba było się rozpakować, pokręcić się i pogadać. Obiadokolacja, trochę świeżego powietrza, zabawy i spać.

Kolejne dni przynosiły nam pewien plan. Musiał być odrobinę inny niż w poprzednich latach. Nie oznaczało to jednak, że nie wracaliśmy do miejsc nam już znanych.

11 sierpnia

Bodzentyn zabrał się za przebudowę głównego rynku. Będzie wyglądać świetnie. Jednak obecnie, po wycięciu wszystkich drzew – wygląda na patelnię. Ruiny XIV-wiecznego zamku jak zwykle straszą bazgrołami oraz rozbitym tu i ówdzie szkłem. Oj nieładnie! Tak trudno coś z tym zrobić? Zadbać? Dziewczyny jeszcze pobawiły się chwilę na placu zabaw i przywitały z kucykiem należącym do przyjezdnego warszawskiego cyrku. Niestety, nic więcej w Bodzentynie nas nie trzymało.

Po zerknięciu do Internetu, na ten dzień wybraliśmy jeszcze Łagów, położony niewiele ponad 20 kilometrów od Grabkowa. Odnaleźliśmy, nieodwiedzony przez nas Wąwóz Dule, który powstał prawdopodobnie w wyniku zawalenia się dużej jaskini oraz Jaskinię Zbója Madeja. Po kilkudziesięciometrowym spacerze doliną wąwozu, w którym mogliśmy dostrzec gromady pięknych, małych niebieskich motyli – wyłoniła się jaskinia. Wejście do niej było dość strome, a dla Asi z nadwyrężoną po zwichnięciu nogą – okazało się nie lada wyzwaniem. Złażenie z górki w kucki było później jeszcze weselsze. Ponieważ jaskinia jest nieoświetlona i ogólnie dostępna, by wejść do niej, musieliśmy zabrać ze sobą latarkę. Było warto, choć przyznam, że przydałby się ktoś kto ma nad jaskinią jakąś kontrolę, tym bardziej, że jest obecnie pomnikiem przyrody. Jaskinia Zbójecka (Łagowska) jest jedną z największych w górach Świętokrzyskich. Łączna długość korytarzy wynosi 160m. Łatwo dostępnych jest jednak tylko kilkanaście metrów. Jaskinię zamieszkują obecnie trzy gatunki nietoperzy: podkowiec mały, nocek duży i nocek rudy. Poza tym, jaskinię zamieszkują stygobionty – czyli organizmy przystosowane do życia w podziemnych wodach, do których nie dociera światło.

Przed wieczornym posiłkiem zrobiliśmy sobie krótką przechadzkę po Grabkowie.

Print Friendly