12 sierpnia

Po śniadaniu wybraliśmy się do Sandomierza bo minęło już trochę czasu odkąd tam gościliśmy. Tym razem mieliśmy nadzieję spotkać księdza Mateusza 😉 Niestety na Rynku nie spotkaliśmy go 😀

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, po dojechaniu na miejsce – to wszechobecne parkometry. Jasne, że miasto musi jakoś zarabiać, ale… Gratuluję „mądrej” głowie pomysłu ustawienia parkometrów co 100 metrów. Tym posunięciem staliście się miastem nieprzystępnym osobom niepełnosprawnym i turystom. A moje wkurzenie jest tym większe, że po pokonaniu ponad 50 metrów do parkometru, ukazał się na nim napis o jego awarii. A następny jest 100 metrów dalej. Czyli, by TYLKO zapłacić i pozostawić bilet w samochodzie, musiałem pokonać około 200 metrów.

Tego dnia przeszliśmy się około półkilometrowym, malowniczym Wąwozem Królowej Jadwigi. Oczywiście nasze córcie nie mogły pozostać obojętne wobec piaszczystych wzniesień. Przełożyło się to na ich gigantyczne upapranie się. Ale zabawę miały przednią.

Podjechaliśmy nad Wisłę. Okazało się, że możemy popłynąć statkiem. Podróż, w klimatach niczym z filmu „Rejs”, trwała około 30 minut. Lecąca w tle klimatyczna dla tego typu wypraw muzyka, była świetnym tłem dla opowiadań i historii głoszonych przez bardzo sympatycznego kapitana statku „Maria”.

Sama „przystań” i teren nad Wisłą – wydaje się być nieprzystosowany dla turystów i mało zachęcający, choćby ze względu na brak drzew (cienia) i atrakcji dla dorosłych i dla dzieci. Oto kolejny raz Sandomierz okazuje się miastem niewykorzystującym swojego potencjału.

Wróciliśmy znowu na rynek, a ponieważ zgłodnieliśmy, trzeba było namierzyć jakieś zapiekanki 😉

Po drobnym obżarstwie zajrzeliśmy do Muzeum Okręgowego w domu Oleśnickich gdzie prezentowane były tańce z dawnych lat. Wszyscy patrzyliśmy na pokaz mocno zauroczeni. W podziemiach mogliśmy też obejrzeć stroje używane od średniowiecza do czasów międzywojennych.

Kolejnym punktem w Sandomierzu była Zbrojownia, gdzie można było poprzymierzać dawne stroje. Oczywiście skorzystaliśmy z tej możliwości.

…a wieczór przywitał nas Perseidami. W Świerkowym Wzgórzu, na leżaczkach gapiliśmy się w niebo dobre dwie godziny. Było co oglądać.

Print Friendly