Toskania, Toskania … i po Toskanii. Ale nie mogło się obyć bez Świerkowego Wzgórza. Jeszcze będąc we Włoszech udało się nam zarezerwować kilka dni w Świętokrzyskiem. Po powrocie do domu mieliśmy kilka dni na przepranie ciuchów, przepakowanie się i wyjazd w góry. Odrobina błogiej ciszy i totalnego leniuchowania przed powrotem do codzienności była wskazana 🙂

Po przyjeździe na miejsce, po rozpakowaniu się i ulokowaniu, pożerając pestki słonecznika przywitaliśmy ciepły deszcz. Kompletnie nam nie przeszkadzał a dziewczyny były wniebowzięte, mogąc biegać, moknąć i polować na strugi deszczu. Zdawać by się mogło, że w tym rejonie Polski zobaczyliśmy wszystko. Jak się okazało – tak nie było.

Kolejnego dnia skierowaliśmy się więc do Bodzentyna, wielowiekowego miasteczka posiadającego kilka zabytków. Zamek z II poł. XIV wieku widzieliśmy nie raz. Niestety jest ciągle zniszczony i zaniedbany. A przecież przez swoją historię zasługuje na lepsze traktowanie. Nie każdy zamek może się pochwalić wizytą króla Władysława Jagiełły w 1410 roku podążającego na pielgrzymkę na Święty Krzyż przed bitwą pod Grunwaldem.

Gotycki kościół p.w. Wniebowzięcia NMP i św. Stanisława Biskupa z XV wieku również mieliśmy okazję poznać kilka razy. Tu znajduje się renesansowy ołtarz główny, wykonany w XVI w. dla katedry wawelskiej, przeniesiony później do Kielc, a następnie do Bodzentyna; unikatowy, gotycki tryptyk „Zaśnięcie Marii”, namalowany w początkach XVI wieku i gotycka rzeźba tzw. Pięknej Madonny, pochodząca z ok. 1430 roku. Oczywiście kościół skrywa dużo więcej pięknych dzieł.

Jednego tylko nie mieliśmy okazji zobaczyć, co zawsze było albo odrestaurowywane albo zamknięte. Chodzi o zabytkową zagrodę Czernikiewiczów z pocz. XIX wieku – część Muzeum Wsi Kieleckiej. W skład zagrody wchodzą: budynek mieszkalny, budynki gospodarcze i wozownia, które – wraz z drewnianym ogrodzeniem tworzą zwarty czworobok. Przed frontową ścianą zagrody, na czerwonym piaskowcu znajduje się tablica z 39 nazwiskami mieszkańców Bodzentyna zabitych przez pluton Alberta Schustera podczas pacyfikacji miasta 1 czerwca 1943 roku. Przemiła „opiekunka” obiektu oprowadziła naszą czwórkę po terenie, opowiedziała dokładnie, z dużym zamiłowaniem o całej zagrodzie i jej elementach. W cenie 2zł/1zł mieliśmy naprawdę udaną przygodę tego dnia. A po południu wygłupy na taczkach i na polanie.

Kolejny dzień to wyprawa do ulubionej Tokarni. Miały być imprezy pokazujące pracę chłopów na polu, przy sianokosach. Eeee… nie doczekaliśmy się. Połaziliśmy więc trochę zaglądając do znanych nam miejsc i trafiając na nowe: muzeum strojów ludowych oraz muzeum pojazdów konnych Dworu i Wsi Kieleckiej. Przy pięknej pogodzie spędziliśmy znów miło czas spotykając nawet konia Pippi Langstrumpf. I jak tu nie wracać w tak cudowne miejsca choć wyprawa z Mają to nie lada wyzwanie. Na koniec dnia  lampka dobrego winka będąca ukojeniem dla duszy. W końcu byliśmy świeżo po „wyprawie” do Włoch 🙂

Atrakcji nie było końca. Pięć dni spokoju przerodziło się w zwiedzanie nieodwiedzonych miejsc. Tyle, że bez napięcia, bez szybkości. Leniwie. Ostatnim zaplanowanym punktem podczas naszego pięciodniowego pobytu był Park rozrywki i miniatur w Krajnie – Sabat Krajno. Park usytuowany jest w miejscowości Krajno-Zagórze, u stóp najwyższej góry – Łysicy, 612m npm. Ponieważ interesowały nas wyłącznie miniatury, nie kupowaliśmy biletu na rozrywkowe elementy obiektu. Na początku trafiliśmy do Watykanu. Jakże by inaczej 🙂 Obiekt w skali 1:13 robi niesamowite wrażenie. Dalej, podążając w górę parku trafiamy na miniatury przygotowane w skali 1:25. Zwiedzić możemy most w Wenecji, Krzywą Wieżę w Pizie, Coloseum, Wieżę Eiffla, Operę w Sidney, Fontannę Di Trevi, Łuk Triumfalny, Taj Mahal, Statuę Wolności, Biały Dom, Big Ben, Akropol, Piramidę Cheopsa i wiele innych dzieł światowej architektury. Poza tym zobaczymy tam nieistniejące już wieże World Trade Center – jedyne miniatury w Europie oraz dzieła natury takie jak Wulkan Etna czy Wodospad Niagara. Zwiedzanie zajęło nam około 90 minut. Szczerze polecamy.

Wieczorem udaliśmy jeszcze raz do Bodzentyna… podziwiać nowo wyremontowany plac z podświetloną fontanną. Wygląda super… ale jakoś brakowało tamtych starych, pięknych drzew.

Ostatni dzień to udana wreszcie próba puszczania latawca i spacer. Dziewczynki oczywiście skorzystały ze słonecznego dnia i wskoczyły jeszcze do basenu. Wieczór minął nam bardzo miło przy przygotowanych przez Właścicieli włoskich przekąskach i winie. Pięć udanych dni uzupełniających wakacje możemy uznać za bardzo udane.

Print Friendly