Dzień deszczowy i śpiący a w związku z tym mało aktywny. Zaczęliśmy pokładać się w fotelach i albo skończyłoby to się drzemką albo totalną nudą.

Wtem pogoda spłatała nam figla i zaczęło tylko trochę padać. Stwierdziliśmy, że szkoda dnia i trzeba to wykorzystać. Wybór padł na Mąchocice Kapitulne. Dlaczego tam? Bo chcieliśmy zaopatrzyć się w miodek. Pyszny miodek od producenta. Wpisaliśmy w GPS’a nazwę miejscowości i… brak! Dobra jedziemy na czuja na Masłów. To ten kierunek. Niestety ten pomysł wyprowadził nas w pole. Po 30 minutach jazdy i poszukiwań, winnym okazałem się ja. W nazwie miejscowości pomyliłem litery. Po wprowadzeniu do nawigacji poprawnych danych, dojazd do bartnika zajął na mniej niż 10 minut. Zaczęło lać. Dobrze, że nie jeździmy kabrioletem. Byłoby mokro i ciasno w 7 osób. Różne rodzaje smacznych miodów skusiły nas do zakupu (prawie hurtowego). Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie poprosił o rabat 😀 Przemiła właścicielka pokazała nam naturalne plastry miodu, z których wyssaliśmy słodziutkie „co nieco”.

Wracając do domu zahaczyliśmy o Św. Katarzynę. Pamiętaliśmy, że tam zanajduje się Muzeum Minerałów i Skamieniałości wraz z Galerią. Zmieniło się trochę. Wystawa niby taka sama ale tym razem wszystkowiedzący przewodnik podzielił się z nami swoją wiedzą. Przy okazji pokazał na szlifierni w jaki sposób obrabia się kamień.

Sony Ericsson C901, ISO 200, f2.8, 1/8s, 5mm, 2011 rok.

Nokia 6500s-1, 2011 rok.

Print Friendly