Dziś tak jakoś lite’owo…

Podobno samochód jest przedłużeniem faceta. Musi więc pozostać czyściutki 😀 Niestety nie koniecznie to stwierdzenie w 100% odnosi się do auta. Nowa fura z salonu wygląda rewelacyjnie. Chciałoby się, by taka pozostała długo, długo.

No chociaż by na zewnątrz była czyściutka. Ale nie! Zbierasz się i jedziesz człowieku na myjnię. Automatyczna więc gówniana. Ale jako tako samochód nabiera wyglądu. Przez wszystkie szyby można dość swobodnie spoglądać. A nie tylko przez przednią. No i jest szybko!

 

Słońce wyszło, cieplutko się zrobiło, kwiatuszki zasadzone, przesadzone i te co nie przeżyły – wysadzone, więc teraz docierasz człowieku tu i ówdzie. Nagle widzisz zarysowanie! No jak to. Ja? Nie pamiętam! Pewnie trąciłem wózkiem pod supermarketem. Albo ktoś inny! Tak, to na pewno ktoś inny. Bo przecież łatwiej zaakceptować nie swoją winę. Choćby ta teoria była nie wiem jak bardzo naciągana.

Na szczęście takie zboczenie dawno mi już przeszło. Bo samochód ma służyć do jeżdżenia. Tak czy siak – lepiej wygląda posprzątany. Majka buciorami utytłała mój fotel. Później rozsypały się chrupki po całym wnętrzu. A piachu równie dużo co w naszej piaskownicy. Wziąłem się więc za odkurzanie.  Tak sobie myślę, że 30 minut i będzie po sprawie. Ale nie. Zawsze schodzi się dłużej. Odkurzony, kurze przetarte (Kura w rosole). Pachnie ładnie. Oczywiście potrzeba było 120 minut. Zmachany jak nie wiem co idę na kawę. Właściwie na mleko z kawą.

Teraz koła. Czas zmienić z zimowych na letnie. Fura lśni, w środku pachnie. Chyba schowam do garażu bo szkoda brudzić. Albo zaraz deszcz zacznie padać?! Albo znając moje szczęście… Tak! im bardziej czysty samochód tym łatwiej o stłuczkę.

…i nagle do przewiezienia masz towar, który się kruszy i kurzy… Nie mam siły! 😀

Print Friendly, PDF & Email