Toskania 2016 – cz.14 Mercatino

Król Stanisław August miał swoje niepowtarzalne obiady czwartkowe, na które sam starannie dobierał skład gości. Spotkania te były także doskonałym sposobem na intelektualne spędzenie czasu. Wiosennym i letnim miejscem owych wydarzeń był pałacyk Łazienkowski.

Tu, w Marradi mamy także niezwykłe czwartkowe spotkania o charakterze kupieckim, towarzyskim, intelektualnym, kulturalnym, rozrywkowym, … W centralnym punkcie miasta mieszkańcy mali i duzi rozstawiają swoje stragany i sprzedają swoje używane rzeczy. Książki, zabawki, gry, ekspresy do kawy, durszlaki, filiżanki i milion innych bardziej lub mniej potrzebnych rzeczy . To ciepły czas spotkań, rozmów, uśmiechów i radości. A przede wszystkim to czas, który pozwala mieszkańcom tworzyć wyjątkową wspólnotę. Tak! byłem tam, widziałem i czułem tę wyjątkowość.

Ale część handlowa to nie wszystko. Organizowane zabawy, gry, występy muzyków-amatorów, którzy śmiało mogą równać się z zawodowcami, pozwalają odsapnąć po gorącym dniu. Usiąść w pizzerii, w barze. Porozmawiać, napawać się spokojnym życiem. Napić się piwa, wina, spritza… Król August, przez całe życie różnymi sposobami starał się wpajać Polakom kulturę picia alkoholu. Jeszcze do niedawna (może nawet i teraz) brak jej nam było. Mimo iż prawo drogowe we Włoszech zezwala mieć 0,5 promila alkoholu we krwi to odnoszę wrażenie, że tu jest zupełnie inaczej. W Marradi jest zupełnie inaczej. Mentalność, szeroko pojęta kultura.

A tak zupełnie przy okazji… Podczas naszego trzytygodniowego pobytu, pomimo braku koszy (lub ich niewielkiej ilości), nie zauważyłem śmieci na ulicach. I tu w Marradi oraz w wielu innych miasteczkach, które zwiedzaliśmy było tak samo. Wszędzie jest tak samo! Po prostu czysto! Oczywiście pomijam duże turystyczne metropolie. Choć i w nich nie miałem okazji zobaczyć wywalanego peta z okna samochodu, o plastikowej butelce nie wspominając.

Nasze pierwsze Mercatino było lekko spóźnione. Dotarliśmy na sam koniec handlu, kiedy właściwie wszyscy sprzedający już się zebrali. Za to na rynku aż wrzało. A nazwany przez nas, uduchowiony muzyk „Pan Darecki” uprzyjemniał wieczór wszystkim zebranym przed sceną. To naprawdę miły czas.

W drugim tygodniu naszego pobytu na Mercatino wybraliśmy się po 21:00. Pożarliśmy pizzę i przenieśliśmy się do baru Bianco. Zasiedliśmy uradowani, a popijając to i owo wśród wszechobecnej muzyki wprawialiśmy się w dobry humor. Właściwie to ten dobry humor przenosiliśmy tylko na wyższe poziomy wtajemniczenia 😉 Ten wesoły, swojski nastrój chyba udzielił się nam wszystkim. Pozwolił na zabawę, taniec na środku placu i poczucie tego niepowtarzalnego klimatu Marradi. A „szkolne” spotkanie z Kasią i Jolą (serdecznie pozdrawiam) oraz chwila rozmowy i wspólna fotografia zapełniły moją duszę naprawdę dobrym samopoczuciem. A przy okazji… brawa dla zawodowego Bandu 🙂

 

Trzeci tydzień też nie mógł obyć się bez Mercatino. Więc powtórzyliśmy go tym razem w powiększonym gronie. Całą ośmioosobową gromadą zajęliśmy stoliki. Zamówiliśmy coś do picia, orzeszki, chipsy, które dziwnym zbiegiem okoliczności zostały jednak finalnie zalane piwem. To nie istotne. Piwo przecież zawsze można zamówić 🙂 Dziewczyny zaczęły szaleć po rynku, a po spotkaniu Mikołaja i Tomka, gdzieś zniknęły. Za to do nas dołączyli Kasia i Mario.  Kolejny wieczór rozmów, radości, muzyki i wszechobecnego gwaru oraz krzyków i śmiechu biegających dzieci zakończył się po północy. Marradi zaczęło przygotowywać się na noc czarownic. Jaka szkoda, że ominie nas La Notte delle Streghe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.