Król Stanisław August miał swoje niepowtarzalne obiady czwartkowe, na które sam starannie dobierał skład gości. Spotkania te były także doskonałym sposobem na intelektualne spędzenie czasu. Wiosennym i letnim miejscem owych wydarzeń był pałacyk Łazienkowski.

Tu, w Marradi mamy także niezwykłe czwartkowe spotkania o charakterze kupieckim, towarzyskim, intelektualnym, kulturalnym, rozrywkowym, … W centralnym punkcie miasta mieszkańcy mali i duzi rozstawiają swoje stragany i sprzedają swoje używane rzeczy. Książki, zabawki, gry, ekspresy do kawy, durszlaki, filiżanki i milion innych bardziej lub mniej potrzebnych rzeczy . To ciepły czas spotkań, rozmów, uśmiechów i radości. A przede wszystkim to czas, który pozwala mieszkańcom tworzyć wyjątkową wspólnotę. Tak! byłem tam, widziałem i czułem tę wyjątkowość.

Ale część handlowa to nie wszystko. Organizowane zabawy, gry, występy muzyków-amatorów, którzy śmiało mogą równać się z zawodowcami, pozwalają odsapnąć po gorącym dniu. Usiąść w pizzerii, w barze. Porozmawiać, napawać się spokojnym życiem. Napić się piwa, wina, spritza… Król August, przez całe życie różnymi sposobami starał się wpajać Polakom kulturę picia alkoholu. Jeszcze do niedawna (może nawet i teraz) brak jej nam było. Mimo iż prawo drogowe we Włoszech zezwala mieć 0,5 promila alkoholu we krwi to odnoszę wrażenie, że tu jest zupełnie inaczej. W Marradi jest zupełnie inaczej. Mentalność, szeroko pojęta kultura.

A tak zupełnie przy okazji… Podczas naszego trzytygodniowego pobytu, pomimo braku koszy (lub ich niewielkiej ilości), nie zauważyłem śmieci na ulicach. I tu w Marradi oraz w wielu innych miasteczkach, które zwiedzaliśmy było tak samo. Wszędzie jest tak samo! Po prostu czysto! Oczywiście pomijam duże turystyczne metropolie. Choć i w nich nie miałem okazji zobaczyć wywalanego peta z okna samochodu, o plastikowej butelce nie wspominając.

Nasze pierwsze Mercatino było lekko spóźnione. Dotarliśmy na sam koniec handlu, kiedy właściwie wszyscy sprzedający już się zebrali. Za to na rynku aż wrzało. A nazwany przez nas, uduchowiony muzyk „Pan Darecki” uprzyjemniał wieczór wszystkim zebranym przed sceną. To naprawdę miły czas.

W drugim tygodniu naszego pobytu na Mercatino wybraliśmy się po 21:00. Pożarliśmy pizzę i przenieśliśmy się do baru Bianco. Zasiedliśmy uradowani, a popijając to i owo wśród wszechobecnej muzyki wprawialiśmy się w dobry humor. Właściwie to ten dobry humor przenosiliśmy tylko na wyższe poziomy wtajemniczenia 😉 Ten wesoły, swojski nastrój chyba udzielił się nam wszystkim. Pozwolił na zabawę, taniec na środku placu i poczucie tego niepowtarzalnego klimatu Marradi. A „szkolne” spotkanie z Kasią i Jolą (serdecznie pozdrawiam) oraz chwila rozmowy i wspólna fotografia zapełniły moją duszę naprawdę dobrym samopoczuciem. A przy okazji… brawa dla zawodowego Bandu 🙂

 

Trzeci tydzień też nie mógł obyć się bez Mercatino. Więc powtórzyliśmy go tym razem w powiększonym gronie. Całą ośmioosobową gromadą zajęliśmy stoliki. Zamówiliśmy coś do picia, orzeszki, chipsy, które dziwnym zbiegiem okoliczności zostały jednak finalnie zalane piwem. To nie istotne. Piwo przecież zawsze można zamówić 🙂 Dziewczyny zaczęły szaleć po rynku, a po spotkaniu Mikołaja i Tomka, gdzieś zniknęły. Za to do nas dołączyli Kasia i Mario.  Kolejny wieczór rozmów, radości, muzyki i wszechobecnego gwaru oraz krzyków i śmiechu biegających dzieci zakończył się po północy. Marradi zaczęło przygotowywać się na noc czarownic. Jaka szkoda, że ominie nas La Notte delle Streghe.

Print Friendly