Oto miasto artystów, mnóstwa cykad i wspaniałej twierdzy… Uznawane jest za jedno z najpiękniejszych średniowiecznych miasteczek Apeninów z pogranicza Toskanii i Romagnii.  Okolica istnie toskańska, prawie w niczym nie przypominająca wyżynnych i górzystych terenów naszych obecnych wakacji. Szpalery cyprysów tu, winnice tam i teren równinny jak okiem sięgnąć. Parkujemy samochody i żwawym krokiem podążamy w stronę kilkusetletniego zamku górującego nad okolicą.

Cholera! Pamiętajcie! W poniedziałek nie zwiedzicie zamku. A to właśnie on był głównym powodem naszej wycieczki. Tym razem obeszliśmy się smakiem. Zatem pozostało nam przejście się uliczkami zadbanego i bardzo czystego miasta. A te są prawdziwą, malowniczą i żywą galerią sztuki. Praktycznie każdy dom ozdobiony jest zachwycającym malowidłem. Takim zwykłym, mniej wyrafinowanym muralem albo dziełem abstrakcyjnym lub w stylu komiksu. Są też takie, które można by uznać za dzieła sztuki. Tu mieszają się przeróżne style. Tu aż głowa boli od rozglądania się w każdą stronę, zachwycania się, podziwiania. Spacerowaliśmy samotnie. Nasza ośmioosobowa gromadka tylko co chwila zagłuszała wszechobecną ciszę, krzycząc: „chodź tu”, „zobacz”, „ustawcie się do zdjęcia”, „i jeszcze tu”, „pięknie”. Nic więcej tu nie zdziałamy. Wracamy do samochodów by podróżować dalej.

Ale zanim to uczynimy, zatrzymujemy się przy drzewach rosnących wokół zamku. Tu panuje potężny hałas generowany przez masy cykad, które upatrzyły sobie właśnie te drzewa. Zwykle zamaskowane, trudne do odnalezienia,  tu bez problemu można było podejść i cyknąć zdjęcie takiej cykadzie. Nawet nie jednej. Grupka wyrwała do przodu. Ja zatrzymałem się chwilę dłużej przyglądając się z bliska tym stworzeniom z wybałuszonymi oczami. Korciło mnie by dotknąć ręką. Ale cienias jestem i odwagi mi zabrakło. Niewiele myśląc, wyciągnąłem swój telefon i z pewną dozą nieśmiałości oraz niewytłumaczalnego zaniepokojenia najpierw zrobiłem zdjęcie a potem starałem się rogiem telefonu dotknąć bacznie obserwującą mnie cykadę. Ta oczywiście broniąc się, wyskoczyła w moją stronę. Ja, będąc „przerażony” jej manewrem spanikowałem, wykonując nieskoordynowane ruchy. Pancerny telefon, którego nie dałem już rady utrzymać w ręce wymsknął się i wylądował 20 metrów dalej, na środku ulicy.

Kolejnego dnia Rocca czekała na nas szeroko otwarta, bez masy zwiedzających. Oprócz nas trafiło się może 6 osób. No, pełen luksus. Nie tylko Natalia była wniebowzięta. Obecny wygląd Twierdzy jest wynikiem rekonstrukcji, której początek dała Catherina Sforza pod koniec XV wieku. Połączenie eleganckiej budowli z czysto wojskową strukturą zostało zakończone w 1594 roku na polecenie bolońskiej rodziny Malvezzi. Sześciokątny kompleks o obwodzie około 200 metrów charakteryzuje się dwoma zaokrąglonymi wieżami. Wewnątrz znajduje się wiele komnat i przedmiotów nawet z XVI wieku. To wszystko można dotknąć, poczuć… Łóżka, wanna, żyrandole z kutego żelaza, drewniane i metalowe akcesoria kuchenne. Zbrojownia, stara skrzynia, komnata tortur, kaplica, barokowy konfesjonał i wiele, wiele innych ciekawostek codziennego użytku. A przy tym niezwykły klimat starego zamku i cudowne widoki z wieży.

W tym roku, od 6 lipca, przez niewielki otwór w jednych drzwiach na poddaszu zamku można obserwować pulsujące, rosnące, przez wiele miesięcy jajo.. A 24 września, na największej wieży twierdzy, można będzie uczestniczyć w narodzinach ogromnego smoka. Pojawić ma się też wystawa, prezentująca wszelkimi możliwymi formami fantastykę i temat fantasy. Zapowiedziano, że Gmina Dozza we współpracy ze Studium Tolkeniani przygotowywać będzie takie imprezy w latach parzystych. Temat fantasy w Dozzy zainspirowany jest opowieściami z XVII wieku, w których znaleźć można historie wielkiego gada zabijającego zwierzęta gospodarskie i żyjącego około 1062 roku w bagnistych lasach niedaleko Dozzy. Smok pozostawił jajo na poddaszu twierdzy, w miejscu suchym i osłoniętym od wścibskich oczu. Właśnie teraz, kiedy z jaja wykluje się ogromny smok – ma on być widoczny z daleka…

1_rocca_dragon_jpg-810x479

Print Friendly