To jeszcze nie koniec wpisów dotyczących naszych poczynań z pogranicza Toskanii oraz Emilii-Romanii, jednak już dłużej nie mogłem zwlekać z tymi zdjęciami, z naprawdę wspaniałym czasem spędzonym u Mario, mieszkającym w domu, będącym kiedyś nietypowym młynem. Młynem, w którym powstawał strzelniczy proch. To dwa spotkania w cudownym, licznym gronie, wśród uśmiechów od ucha do ucha i wśród radości panującej podczas gwarnych rozmów. To czas obcowania z nowymi smakami i niestety smutny czas pożegnań.

Długi czas przygotowywania się do łowienia ryb nie przełożył się wcale na ich ilość. Ponieważ nie jestem czynnym fanem wędkarstwa, spokojnie mogłem przyglądać się poczynaniom, których efektem była jedna ryba, złowiona przez Mario. Koniec końców uwolniona! Za to przygotowana przez Mario wyśmienita piadina frittata powaliła mnie na kolana. Właściwie nie tylko mnie. A po powrocie do Polski, korzystając z udostępnionego przepisu na dobre zadomowiła się w naszym menu. A teraz ta niezwykła przekąska podawana z dodatkami robi furorę już nie tylko u nas. Kolejna smakowitość to Fegatino, które niebawem przygotuję według przepisu Kasi z Kamiennego Domu. Nowy sposób pożerania arbuza, dzieci biegające z kajdankami i w kamizelce kuloodpornej, słoneczniki, stary dom i wiele uroczych chwil spędzonych w tym czasie, na długo zapadły w pamięci. Dziękujemy!

Zostawiam Was ze zdjęciami…

A po powrocie do Piano Rosso spędziliśmy jeszcze chwilę na pożegnalnej kolacji organizowanej przez właścicieli dla wszystkich mieszkańców domu….

160729-200940

Print Friendly, PDF & Email