Minęło już trochę od naszej wizyty na narodowym. A teraz wpis ma wreszcie szansę doczekać się publikacji. Jakoś ciągle brakuje czasu na sprawy bieżące, nie mówiąc już o zaległościach. Muszę jednak podzielić się z Wami naszą wizytą na wystawie Van Gogha na Stadionie Narodowym. Właściwie prezentowano ją w namiocie obok stadionu, odejmując tym samym prestiżu. Jednak to nie była taka zwykła, klasyczna wystawa. I raczej swoim nieskomplikowanym przekazem kierowana była do tych mniej wymagających to jednak zrobiła na nas dobre wrażenie.

Ta multimedialna wystawa z otaczającą z każdej strony muzyką klasyczną, pozwalała w niekonwencjonalny sposób poznać kilkadziesiąt dzieł wyświetlanych w formie wielkoformatowych, tętniących kolorami obrazów. Na ścianach, kolumnach, na podłodze… po prostu z każdej strony. Niektórzy narzekali, że brakowało kluczowych, podstawowych informacji dotyczących twórczości i życiorysu. Ale zapewniam, że nie o to w tej wystawie chodziło. Poruszanie się wśród dzieł Van Gogha, wśród muzyki uwydatniającej emocje artysty, wśród świateł i dźwięków pozwalało skupić się na detalach – tych ważnych i tych drobnych, których nie dostrzeże się w „statycznym” muzeum czy galerii sztuki. To wystawa jak żadna inna. Przyjazna, bez spięcia i muzealnej, grobowej ciszy. Miało się wrażenie, że tu autentycznie Van Gogh żyje!

Print Friendly, PDF & Email