Po operacji wycięcia i podcięciu migdałków u Mai otrzymaliśmy skierowanie na kontrolę. W związku z tym, dziś po raz kolejny „gościliśmy” w Kajetanach – Światowym Centrum Słuchu. Na olbrzymim terenie znajduje się olbrzymi kompleks. Właściwie jak na polskie warunki to naprawdę rewelacyjny. Zarówno placówka zdrowotna jak i to co znajduje się dookoła niej.

Po odsiedzeniu swojego i wykonaniu potrzebnych badań udaliśmy się w stronę odwiedzonego przez nas w lutym mini ZOO. Mimo temperatury nie przekraczającej 8ºC pogoda była bardziej sprzyjająca niż w lutym. Słoneczko spoglądające co pewien czas zza chmur miało jednak dodatkowe zadanie – musiało dotrzeć do nas przez (na szczęście jeszcze niegęste) drzewa. Urywający głowę wiatr już z daleka przyganiał zapachy ściśle związane ze zwierzątkami. Czuło się naturę. Oj czuło 🙂 Konie i kuce chętnie podchodziły do nas i zza swojego ogrodzenia nadstawiały grzywy, a swoimi nozdrzami próbowały wyczuć ptysiowe słomki ukryte w Asinej torebce. No! Tooorbie! Maja podbiegała ochoczo i z każdym chętnym witała się w swoim radosnym stylu.

Chwilę dalej pojawiły się pawie indyjskie oraz białe, które z racji zimy nie miały wcześniej możliwości funkcjonować na świeżym powietrzu. Pawie indyjskie pochodzą z Azji, choć pierwotnie zamieszkiwały lasy Indii, Cejlonu i Pakistanu. Pawie Białe natomiast stanową najstarszą mutację wywodzącą się z hodowli pawi indyjskich. W odróżnieniu od tych wcześniejszych, zarówno samiec jak i samica są nieskazitelnie białe. Podbiegająca do siatki Maja wystraszyła któregoś z nich wzbudzając przeraźliwe wycie. I w tym momencie nastąpiła reakcja łańcuchowa. Funkcjonująca w tej samej tonacji Maja również wykrzesała z siebie podobny dźwięk, na co z wielką ochotą zareagował paw. Było naprawdę głośno!

Dalej znajdowało się kolejne ptactwo. Biegające wte i wewte bażanty pospolite oraz bananowe. Te ostatnie wywodzą się z bażanta złocistego a charakteryzuje je szeroki pomarańczowo-złoty kołnierz w czarne pasy. Bananowy bażant w bananach… czy ktoś przygotowywał już takie pożywienie? A ponieważ jest bardzo skryty i nieagresywny, to jest szansa, że nie czmychnie z talerza 🙂

Dziś mieliśmy okazję poznać się bliżej z reniferami. Trochę ospałe i jakieś takie krzywonogie! Nie wiem… może to oznaka zmęczenia po świętach Bożego Narodzenia. Kilka leżało, kilka szwendało się bez sensu jak po niezłej trawie na swoich bardzo szerokich racicach umożliwiających chodzenie po grząskim gruncie i śniegu. A poza tym nic ciekawego.

Z wielką ochotą podeszliśmy do naszego znajomego. Urósł, wydoroślał. Ale do zabawy z Mają był chętny jak przedtem. Oto Jelonek. Tym razem wyższy, z większym porożem. Tak trochę wydoroślał. Obwąchał Maję, skinął głową na powitanie i dał się pogłaskać bardziej chętnie niż poprzednio. A… no w końcu już „kumple” 🙂 Szybko przypomniał sobie poprzednią zabawę. Maja z jednej a Jelonek z drugiej strony siatki biegali jak szaleni. Na zmianę zatrzymywało się jedno, raz drugie by zmienić kierunek biegu. Widok niepowtarzalny i bardzo wzruszający. Na zakończenie krótkiej zabawy był jeszcze czas na pogłaskanie i krótką wymianę informacji: „Następnym razem przyjadę tu z „Natalką”…

Print Friendly, PDF & Email