Zbliża się lato, za oknem coraz cieplej – no wreszcie! Tak, po majowych przymrozkach wreszcie możemy cieszyć się letnią temperaturą, choć zdarzyło mi się już marudzić – „co za duchota”. Ale facetowi ciężko dogodzić. 🙂 Powracając do lata. Jak lato to urlop! Jak urlop to upragniony odpoczynek (od pracy).


Jeszcze trochę w robocie trzeba wytrzymać, a już wkrótce cudowne widoki i wakacyjna, beztroska atmosfera w doborowym towarzystwie. To wszystko wynagrodzi cały trud i oczekiwanie. Wizja wakacji trochę pomagała i pomaga przebrnąć kolejny miesiąc, tydzień, dzień. Plany wakacyjne zrodziły się już na zakończenie poprzednich wakacji. Nie oznacza to jednak, że last minute jest do bani. Można pokusić się o stwierdzenie, że może być lepsze.  Planowanie rozpoczęliśmy w doborowym gronie. Punktem wyjścia były trzy najważniejsze pytania – gdzie, jak, kiedy wybrać się na tegoroczny wypoczynek?

airport

Tylko samolot lub samochód. To jedyne sensowne opcje. Na wakacje autokarem się nie wybieram, mało praktyczne i komfortowe. Szczególnie z dziećmi. By wiedzieć, jak najlepiej się dostać do celu, najpierw muszę wiedzieć jak daleko się wybieram. Z drugiej strony jak zdecyduję się na środek transportu, będzie łatwiej wybrać miejsce – i bądź tu człowieku mądry. Ok, powiedzmy, że samochód. Szczególnie, że mój jest 7 osobowy. Chociaż samolotem szybciej i równie komfortowo.

Moje plany wyjazdu kierowałem na jakieś wyspy. Może Kanary? Eeee. Odpada bo samochodem ciężko jest się tam przetransportować. Może coś z okolic Śródziemnomorskich: Majorka, Rodos, Kreta. Majorka to 30h jazdy. Kreta podobnie. Ale Rodos brzmi fantastycznie! Tylko te 40h jazdy. Dam radę! A jak będzie dwóch kierowców, to w ogóle nie ma kłopotu. Nawet znalazłem ciekawy opis trasy.

beach_chair

Chociaż to Rodos – może jednak wybrać samolot. Tę kwestię rozwiążę później. Jeśli Rodos, to muszę poszukać noclegu. Najlepiej bez pomocy biura podróży. W tym celu przyda się sprawdzić listę recenzji o hotelach na Rodos. Coś wygląda ciekawie, ale nie. To za drogo, to z kolei wygląda podejrzanie. Nie mam do tego cierpliwości. Najpierw trzeba się upewnić, że mamy jak się tam dostać.

Z pomocą przychodzi skyscanner.Tu za drogo, tam za drogo. Wklepuję „oblatanego” przeze mnie wizzair’a – tylko z Budapesztu, w dodatku 700zł, może da się znaleźć taniej, może…

travel

Ponieważ gwardia chętnych do wyjazdu wzrosła do piętnastu osób Rodos niestety odpadło. W jawnym głosowaniu wybór padł na Włochy, Toskanię. Samochodem to tylko 15h, i aż 15 godzin. Ale do przyjęcia. Trasa przez Czechy i Austrię do Florencji to koszt około 1000zł. Trzeba liczyć paliwo, 10 dniową winietkę w Czechach (49zł) i miesięczną winietkę na Austrię (80,50zł), plus opłaty za przejazdy autostradami we Włoszech. W sumie niezła sumka. A może by tak jechać przez Niemcy? Tam autostrady nie są płatne. Tak czy siak przygotowań co niemiara.

Pozostaje jeszcze termin wyjazdu, czas pobytu i termin powrotu. A to wszystko zależy od pracodawcy. Masakra! Planowanie, zgranie się – to jednak męczące problemy. Tylko zbliżające wakacje trzymają mnie w garści.

 

Print Friendly