Może kogoś zainteresuje…

Wdzierające się przez żaluzje poranne słońce oświetlało twarz śpiącego jeszcze Piotra. Wydawać by się mogło, że starało się powiedzieć mu:
– Pobudka! Jest już 7:00! Czas do pracy!


Piotr jak zwykle nic sobie nie robił z tych, jakby nie było, niesłyszalnych porannych krzyków. Słońce jednak nie dawało za wygraną i przesuwając się w górę, wzmacniało swój blask. Teraz, zamiast krzyczeć, starało się oślepić niechętnego do wstania śpiocha.
– Wstawaj! Spóźnisz się! – tym razem, szturchając męża w bok, zaczęła budzić go Beata.
– Eee, dziś nie idę – przeciągając się wybełkotał niewyraźnie Piotr. – Czuję, że dzień będzie do kitu, szkoda czasu na pracę – dodał i przekręcając się na bok nasunął kołdrę na twarz.
– Ja nie mogę iść do pracy – odpowiedziała Beata – przecież wiesz o tym.
W tym momencie z pokoju obok dobiegł nieznośny płacz małego dziecka. Takiego budzika nie dało się zignorować.
– Jak już wstajesz do tej pracy – szepnęła Beata – zajrzyj do Zuzki, OK.
– Dobra, już dobra – Piotr szeroko ziewając zwlókł się z łóżka
i obijając parę razy o ściany i wszystko po drodze, doczłapał się do pokoju dziecka.
– Hej skarbie. Jak się spało? Głodna jesteś? Duża pielucha? Zmieniamy? Chcesz na ręce? Do mnie czy do mamy?
– Z potokiem pytań na ustach Piotr wyciągnął córkę z łóżeczka i przytulił ją mocno.
– Idziemy do mamy! – podjął męską decyzję i chwiejnym krokiem zaniósł Zuzię do sypialni. – Ja się ubieram i zmykam. Ty daj jej śniadanie – dodał wchodząc do łazienki.
Chłodny prysznic rozbudził Piotra zupełnie. Wygramolił się z wanny i owinąwszy ręcznikiem stanął przed lustrem. Odkręcił wodę, nałożył pastę do zębów na swoją niebiesko-białą szczoteczkę i lekko przerażony wstrzymał oddech. Przybliżył głowę do lustra. Po chwili szybko ją oddalił i zaniepokojony przeciągnął ręką po szkle.
– Nie, to nie lustro – powiedział do siebie – to coś ze mną jest nie tak.

Print Friendly