Kolejny poranek nie był już tak słoneczny jak poprzednie. Nie tylko z powodu braku cieplutkich promieni słonecznych wpadających do sypialni. Ważniejszym problemem okazał się fakt niesłabnącego, a wręcz silniejszego, drętwienia nóg i rąk.


Piotr stwierdził, że nie nadaje się do pracy. Leżąc jeszcze w łóżku, złapał za telefon i zadzwonił do przełożonego tłumacząc i wyjaśniając to, co powinien był zrobić osobiście dzień wcześniej.
– Nie ma problemu – skierował słowa do rozbudzającej się Beaty.
– Wiedziałam.
– Muszę jednak znów wybrać się do lekarza.
Dziwnym trafem Piotrowi udało się zarezerwować numerek do przychodni, do tego samego lekarza.
– Idę na 11:00 – oznajmił.
– Tylko najpierw zjedz śniadanie.
– Zapomnij, nie chce mi się.
– Rozumiem, że się denerwujesz ale bez śniadania nie wypuszczę cię z domu.
– Więc napiję się tylko herbaty.
Po nakarmieniu Zuzi, Piotr i Beata zabrali się za swój posiłek.
Przed dziesiątą Piotr był już w przychodni. Najpierw przyjął nieciekawy zastrzyk a potem siedział już na kozetce w gabinecie lekarza.
– Coś się poprawiło? – padło pytanie zza biurka.
– Jest coraz gorzej. Doszło drętwienie drugiej ręki i chwilę wcześniej zaczęła drętwieć twarz.
– Przepiszę mocniejsze zastrzyki, może zbyt słaba dawka na Pana wagę.
– A mogę prosić skierowanie do neurologa albo do jakiegoś specjalisty, który mógłby zająć się mną.
– Nie ma takiej potrzeby. Zastrzyki powinny zacząć działać za parę dni.
– Ale ja czuję się coraz gorzej. Nie interesuje mnie parę dni. Nie wygląda to dobrze.
– Przesadza Pan. Nie mam podstaw do wypisania skierowania do specjalisty.
– O skierowanie do szpitala nawet nie pytam. Nie dostanę?
– Nie. – padła szybka odpowiedź potwierdzona zezłoszczoną miną.
– A może to jakieś zaburzenia związane z kręgosłupem? Może jakieś skierowanie na prześwietlenie?
– Nie! – tym razem odpowiedź była jeszcze mniej przyjemna.
Piotr siedział jak przed egzekucją. Lekarz ani myślał zmienić sposobu leczenia. Wyglądało na to, że teraz próbuje pokazać, że nie myli się. W końcu jest lekarzem.
Przeczucia Piotra były na tyle silne, że dobitnie stwierdził, że nie potrzebuje mocniejszych zastrzyków, że lekarz się myli. Szybko wstał i z niekrytym oburzeniem burknął:
– Do widzenia – i wyszedł.
Zadzwonił gdzieś błyskawicznie i wrócił do domu.
– Biorę kluczyki do samochodu i jadę – oznajmił Beacie. – Muszę wziąć leczenie w swoje ręce bo tu chyba niczego nie wskóram.
Pół godziny później robił już RTG kręgosłupa i EKG serca.
– Wszystko w porządku – objaśniając wyniki, stwierdził specjalista, dodając – proponuję wykonać jeszcze badania krwi. Gdyby sytuacja nie poprawiała się zalecam wizytę w szpitalu.
– Tak bez skierowania?
– Jasne. najprostszą i najszybszą metodą jest udanie się na Izbę Przyjęć. A… i proszę dać sobie spokój z tymi zastrzykami. Szkoda tyłka.
Piotr podziękował za informację i wychodząc z gabinetu zdał sobie sprawę, że sytuacja gmatwa się coraz bardziej. Co do jednego miał pewność – koniec z leczeniem u tego lekarza w przychodni.

Print Friendly