Wrócił do domu, w sumie z nienajlepszymi wieściami. Po raz kolejny zaczęły szwankować oczy a drętwienie twarzy, o rękach i nogach nie wspominając, pogłębiało się.


Szybko wszedł do mieszkania. Usiadł na kanapie, nie zdejmując w przedpokoju butów. Zamknął oczy by mogły chwilę odpocząć.
– Całe szczęście, ze tyłek nie boli – w myślach pocieszał się Piotr.
– Nie boli cię tyłek? – zapytała Beata, jakby czytając w myślach.
– Na szczęście nie. Ale z oczami dzieje się coś złego.
– Co jest?
– Zupełnie jak pierwszego dnia, kiedy to mnie dopadło. Dziwne spowolnienia obrazu. Nie mogę złapać jednego punktu i zatrzymać na nim wzroku.
– To połóż się i odpocznij. Zrobię ci coś do picia.
– Jak Zuzia? Grzeczna była?
– Jak zwykle. Potrafi bawić się sama. Wszystko ją interesuje. Szczególnie rysowanie. Później, jak będziesz mógł otworzyć oczy, to pokażę co jakie ładne rysunki mi dała.
Piotr uśmiechnął się. Ale w całym jego zamyśleniu zaczęły pojawiać się najgorsze myśli związane z jego zdrowiem. Czarne chmury nadciągnęły nad głowę Piotra. Deszczu co prawda nie było ale oczy zaczęły robić się mokre. Zaciskał zęby jak mógł by nie dać poznać po sobie, że się załamuje. Walczył ze sobą z całych sił. Przeczucia, które napływały do głowy nie rysowały się w ładnych kolorach. Te nienajlepsze przemyślenia nagle przerwała wchodząca do pokoju Beata.
– Masz herbatę. Stawiam na stole. Dasz radę zdjąć buty?
– Tak. Już wstaję. Już mi lepiej – skłamał Piotr.
Doczłapał się do przedpokoju. Zdjął buty i chwiejnym krokiem wrócił do salonu. Usiadł przy stole i w ciszy zaczął sączyć gorącą herbatę.
– Tego mi trzeba było – powiedział po chwili.
– Co ci dziś robili?
– EKG i RTG.
– Coś wyszło?
– Niestety nic. Jestem w punkcie wyjścia. Niestety ten punkt przesuwa się raczej w stronę bagna.
– To już prawie tydzień. Może powinieneś pojechać do szpitala?
– Jak jutro sytuacja się nie poprawi, to tak zrobię.
Piotr dokończył pić herbatę, poszedł do śpiącej już Zuzi, by podróż po mieszkaniu zakończyć w łazience. Stanął przy umywalce i, kolejny już raz, zaczął wpatrywać się w swoje odbicie. Nie mogąc jednak dostrzec żadnego rozwiązania, zakręcił wodę i wrócił do sypialni.
– Jutro się zobaczy – gasząc światło, oznajmił Beacie.
– Dobranoc.
– Dobranoc.

Print Friendly, PDF & Email