– Beata! – dość dobitnie zawołał nagle Piotr.
– Co się stało?! Źle się czujesz?
– Gęba mi zdrętwiała i strasznie bolą mnie oczy.


– Która godzina? – zapytała Beata odpowiadając sobie po chwili – Trzecia!
Dla Piotra, trzecia w nocy była jakaś kluczowa. Od jakiegoś czasu wszelkie bóle, związane chociażby z kamicą, rozpoczynały się właśnie o trzeciej. Tym razem nie mogło być inaczej. Oznaczało to jedno – trzeba jechać do szpitala. Korzystając z pomocy ojca, Piotr dotarł na izbę przyjęć. Ponieważ był to duży szpital, kolejki do recepcji nie należały do najkrótszych. Przyzwyczajony do takiego widoku, Piotr spokojnie usiadł w poczekalni.
Już o 4:30 został przyjęty przez lekarza dyżurnego. Po wstępnej analizie problemu i podstawowych badaniach, Piotr otrzymał skierowanie na tomografię komputerową głowy. W całym tym zamieszaniu to była dobra wiadomość, bo i tak miał wykonywać to badanie. Po kolejnych trzydziestu minutach czekania i dwudziestu minutach badania wrócił do lekarza dyżurnego. Dłuższa chwila ciszy nie napawała optymizmem.
– Co się dzieje?
– Proszę chwilkę zaczekać, zaraz wrócę.
Dziesięć minut nieobecności lekarza trwało przynajmniej tyle, ile czas już spędzony w szpitalu. Piotr wyjął telefon z kieszeni. Zadzwonił do Beaty. Od trzeciej na pewno odchodzi od zmysłów. Z dużym problemem znalazł numer w książce adresowej. Oczy Piotra nie nadawały się do użytku. Nie dość, że widział podwójnie, to każde oko pulsowało swoim rytmem, kierując się niezależnie w każdą możliwą stronę.
Ze sporym przerażeniem w głosie wytłumaczył obecną sytuację żonie.
– Jak będę wychodził, to dam znać.
– Czekam skarbie. Martwię się.
– Muszę kończyć. Właśnie wrócił lekarz. Cześć.
– Mam dla Pana złe wieści – oznajmił człowiek w białym fartuchu.
– Co się dzieje?
– Zostawiamy Pana w szpitalu.
– Ale co sie dzieje? – ponowił pytanie Piotr.
– Musimy wykonać jeszcze szereg badań. Mamy kilka przypuszczeń ale nie chcę na razie o tym mówić.
Nie brzmiało to dobrze. Ale cóż było zrobić. Piotr wziął od ojca torbę z rzeczami do szpitala i udał się na wskazaną przez personel salę chorych. Awaryjna torba nie pierwszy raz się przydała.
– Nigdy jeszcze nie miała okazji gościć na neurologii – skomentował sytuację do ojca.
Po chwili, gdy już się rozgościł w trzyosobowej sali, znów wyciągnął telefon i zadzwonił pod ostatnio wybrany numer.
– Zostaję – ze łzami w oczach poskarżył się Beacie.

Print Friendly, PDF & Email