Czas dłużył się niemiłosiernie. Leżenie plackiem zupełnie nie odpowiadało Piotrowi. Niewygodne odglądanie telewizji albo granie na telefonie szybko się znudziły. Dał znać Beacie.

– Czekam na wyniki badania – wysapał.
– O której będą?
– Mam nadzieję, że w miarę szybko. Słyszałem rozmowę z lekarzem, że może jeszcze dziś.
– Podejrzewają coś?
– Są dwie opcje. Pierwsza to udar, o drugiej nie chcę nawet myśleć.
– Więc czekamy. A jak się czujesz?
– Wiesz… leżenie plackiem wcale nie jest przyjemne.
– Ale chociaż masz opiekę i badania.
– No… to racja.
Piotr dzwonił do żony jeszcze parę razy. Leniuchowanie dla Piotra było męczące. Bardziej męczące niż ciężka praca. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Zapadał wieczór. Piękne pomarańczowo-czerwone słońce zaglądało przez okno pokoju szpitalnego, rzucając na podłogę wspomnienia podróży poślubnej Piotra i Beaty.
– Egipt – pomyślał Piotr – fajnie było.
Stojący na parapecie kwiat i dwa pudełka ukladały na podłodze obrazek piramidy i palmy. Kolejne minuty przynosiły jeszcze więcej obrazów, do których Piotr dokładał swoje. Wymachiwał rękoma, składał je i rozkładał tworząc przedziwne wzory. W ten sposób przetrwał do wieczora, do obchodu.
– Mamy wyniki pobranego płynu.
– i…
– Niestety jest to stwardnienie rozsiane.
Piotra zmurowało. Widząc to lekarz dodał:
– Jutro kontynuujemy badania. Będzie miał Pan zrobiony rezonans magnetyczny i potencjały wywołane.
– To w celu potwierdzenia diagnozy?
– Tak.
– Dostanie Pan jutro sterydy. Powinno się trochę poprawić. A jak Pan się czuje?
– Po dizsiejszym badaniu? Dobrze.
– Jutro skieruję Pana do lekarza zajmującego się SM. Porozmawiacie sobie.
– Aha.
Obchód poszedł sobie zostawiając Piotra z tą niemiłą informacją. Nie pozostało nic innego jak poinformować Beatę. Najpierw jednak, Piotr przypomniał sobie te wszystkie informacje, które udało mu się wyczytać w internecie.
– Stwardnienie rozsiane – myślał, dodając – to przecież równa się wózek inwalidzki. Cóż za perspektywa.
Dzwoniąc do Beaty znów oczy miał pełne łez. Przez zaciśnięte zęby oznajmił żonie jaka to choroba przyplątała się do niego i objaśnił dalszy plan działań.
Kolejny dzień miał być dla niego potwierdzeniem lub, w co nie wierzył, zaprzeczeniem dzisiejszej diagnozy.

Print Friendly, PDF & Email