Dzień dobiegał końca. Słońce chyliło się ku zachodowi. Pomarańczowe promienie oświetlały szpitalny pokój. Piotr siedział na łóżku, bezmyślnie gapiąc się przez okno. Cóż robić w szpitalu. Można zwiedzać oddziały, czytać, albo właśnie siedzieć. Tę bezmyślność przerwało pukanie do drzwi.

– Cześć! – wykrzyknął Piotr na widok żony. – Jak miło. Zanudzić się tu można.
– Kiedy wychodzisz?
– Nie mam pojęcia. Jutro powinien być opis dzisiejszego rezonansu. Pewnie po tym będzie wiadomo.
– Oby jak najszybciej.

Rozmowa przeciągnęła się do dwudziestej. Ale czas umknął zdecydowanie szybciej.

– Dziwne, że samotnie spędzanye dni w szpitalu nie uciekają równie szybko. – skwitował Piotr.
– Muszę lecieć, córa czeka z Twoimi rodzicami.
– Dam Ci znać kiedy mnie wypuszczą.

Długie pożegnanie nie miało końca. Jednak późna pora wymusiła powrót żony do domu. Piotr znów został sam. Nie na długo…
– Panie Piotrze, mamy już wynik dzisiejszego rezonansu – oznajmił wchodzący do pokoju lekarz.
– Szybko jakoś.
– Udało się szybko. Mamy szczęście.
– I jak?
– Rezonans potwierdza diagnozę. Przygotowałem skierowanie do przyszpitalnej poradni SM.
– A kiedy wychodzę?
– Jutro rano zgłosi się Pan do poradni, a po południu dostanie Pan wypis.

Piotr uradowany tym pozytywnym komunikatem mógł wreszcie zasnąć. Kolejny dzień przyniósł także pozytywne wieści. Była nadzieja, że w ciągu miesiąca otrzyma lekarstwo mogące przychamować rozwój jego nieuleczalnej choroby. Piotr pogodził się z diagnozą. Musiał tylko zaprzyjaźnić się ze stwardnieniem rozsianym. Na to potrzeba jednak trochę czasu.

Po południu otrzymał długo wyczekiwany wypis. Z brakiem jakichkolwiek objawów, radośnie wyszedł ze szpitala. Chcą zrobić niespodziankę, nie zadzwonił do Beaty. W ciągu trzydziestu minut dotarł do domu. Oczywiście niespodzianka się udała.

Kolejny miesiąc wyczekiwania na lek, zabrał Piotrowi to, z czym walczył od lat…

Print Friendly