– Brak pewności siebie, odwagi – krzyknął ze łzami w oczach – Nie mam już siły.
– Czego się boisz? – w odpowiedzi zadała pytanie Beata.
– Że skończy się wózkiem, że nie dostanę leku.
– Dobrze będzie, jesteś silny, damy radę.
– Jasne. Łatwo mówić.

Poszedł do drugiego pokoju i trzasnął drzwiami. Godzina siedzenia na kanapie i wycierania chusteczkami oczu pomogła Piotrowi. Wyszedł i mocno przytulił się do żony. To był chyba najmocniejszy przytulak jaki kiedykolwiek wykonał.
– Dobrze będzie – wyszeptała Beata – dobrze będzie.
– Mam nadzieję.
Kolejny dzień rozpoczął się dość wcześnie głośnym dzwonieniem komórki.
– Słucham – ziewając do słuchawki Piotr podniósł się złóżka.
– Panie Piotrze, może Pan przyjechać dziś do przychodni? Przyszła Pana kolej i mamy lekarstwo.
– Oczywiście – zmieniając ton na zdecydowanie uradowany oznajmił Piotr. – O której?
– Może Pan być o 10:00?
– Będę. Dziękuję.
Po zakończonej rozmowie, Piotr rozprostował kości i z wielkim uśmiechem zaczął podskakiwać, tańczyć i głośno krzyczeć.
– Mam lekarstwo, mam lekarsto. Dziś badania, dziś badania.
Szybkie śniadanie i już Piotra nie było w domu. Nawet nie zdążył powiedzieć „cześć” Beacie. Radości nie było końca. Śpiewając, a raczej fałszując całą drogę w samochodzie dotarł do przyszpitalnej przychodni. Pokierował się na piętro i energicznym ruchem zapukał do drzwi.
– Proszę – odezwał się kobiecy głos.
– Otrzymałem dziś od Pani doktor telefon, że mam zjawić się na badania i po lekarstwo.
– Panie Piotrze, teraz pielęgniarka pobierze Panu krew.
– A ja nasikam pielęgniarce do pojemniczka – z radosnym żartem wybełkotał Piotr.
– Tak, tak – uśmiechając się przytaknęła lekarka.
Trzy godziny później były już wyniki. Zdrętwiały tyłek nie pozwolił Piotrowi łatwo się podnieść. Chwilę zajęło rozchodzenie się i doczłapanie do gabinetu, do którego został poproszony.
– Wyniki ma Pan dobre. Otrzyma Pan interferon beta. Zastrzyki podskórne wykonywać będzie Pan co drugi dzień.
– Dobra, dam radę – wesoło skomentował Piotr.
– Ale to nie wszystko – po chwili ciszy dodała lekarka. – Zarezerwowaliśmy dla Pana miejsce na oddziale. Pierwszy zastrzyk musi być wykonany pod naszą kontrolą.
– O! to już niefajnie – z mniej radosnym wyrazem twarzy wybełkotał Piotr. – Ale jeśli trzeba to jutro rano przyjadę. Pewnie muszę zabrać piżamę?
– Tak, bo musi Pan zostać do następnego dnia.
– Trudno.
Godzinę później Piotr był znów w domu.
– Trzeba się najeść bo w szpitalu nie dostanę tak dobrego obiadu – skomentował posiłek przygotowany przez żonę.
– Eeee, na szczęście tylko jedna noc.
– Na szczęście.
Kolejny dzień nie przyniósł Piotrowi tak dobrego humoru. Wiadomo – szpital. Jednak perspektywa otrzymania tak długo wyczekiwanego leku równoważyła to złe samopoczucie.
Cały dzień w szpitalu, z odrobiną badań upłynął szybko. Wieczór przyniósł, oprócz kolacji, wizytę pielęgniarki i lekarki. Rozpoczeło się objaśnianie i przedstawianie sposobu wykonania zastrzyku.
Chwilę później Piotr wykonał sobie pierwszą w życiu samodzilną injekcję. Kolejne godziny przyniosły dość nieprzyjemne doznania…

Print Friendly