Za oknem już się ściemniało. Ale to nie samotne siedzenie w szpitalu i pozostanie na noc dołowało Piotra. Robiło się coraz zimniej. Mimo wysokiej temperatury otoczenia wydawało się, że czas i miejsce tych zdarzeń przeniosło się na Syberię.

Szczękanie zębami stało się na tyle głośne, że wreszcie pojawiła się pielęgniarka, która od progu zadała kilka szybkich pytań:
– Zimno Panu? Szczęka Pan już zębami? Przynieść koc?
– Ta-a-a-k – z trudem wyciamkał Piotr. – Bardzo proszę. I to nie jeden.
Położył się do łóżka, nakrył kołdrą. Po chwili jeszcze dwoma kocami i szlafrokiem.
– Ma-a-a-a-sa-a-a-kra – wyszczebiotał do siebie.
Pielęgniarka zmierzyła temperaturę.
– Ile? – krótko zapytał Piotr.
– Trzydzieści osiem – krótko odpowiedziała pielęgniarka.
– To normalne?
– Tak, ale zaraz przyniosę Panu coś przeciwgorączkowego. To normalne objawy grypo-pochodne.
Te objawy były jednak wielokrotnie gorsze niż grypowe. Ale trzeba było to przeżyć.
Na krótki czas temperatura wróciła do normy. Jednak pojawił się ból głowy, mięśni i samopoczucie, ogólnie nazywane „do dupy”.
Ciągle przykryty Piotr próbował usnąć. Niestety, nie przychodziło to łatwo. Wszelkie sposoby jakie znał nic nie dawały. Liczenie baranów na zmianę z owieczkami nie przynosiło rezultatów. Stawało się wręcz nudne. Przekraczając liczbę 1000 sztuk skaczących zwierząt, Piotr zakończył obliczenia spoglądając na zegarek.
– 1:30 – wyszeptał. – Do rana jeszcze trochę nudy.
Niedługo potem musiał znów sięgać po magiczny czerwony przycisk by wezwać pielęgniarkę.
– Zawroty głowy i kolejna fala braku mocy nadeszła – wybełkotał.
– Zaraz coś przyniosę.
Jeszcze kilka razy niezbędna była tego typu pomoc. Wreszcie słońce zaczęło zaglądać przez okno. Stało się radośniej. Nie tylko z tego powodu. Ciarki, trzęsiawka i wysoka gorączka odpuściły. Chęć snu nadal trzymała, lecz trzeba było wstawać. Godzina 6:30 przyniosła ruch na oddziale i wizytę lekarzy.
– Dobrze się Pan czuje? – zapytała lekarka.
– Dobrze, nie dobrze. Spać się chce, ale trzęsiawka odpuściła – odpowiedział Piotr.
– Dziś zrobimy jeszcze badania krwi i po południu (no! bliżej 16:00) wypuścimy Pana do domu.
– To cieszę się, bo już kota dostaję.
Krew faktycznie pobrano po chwili, no bo trzeba było na czczo. I tyle tej radości i emocji musiało wystarczyć do godziny wyjścia ze szpitala. Ponieważ pogoda był ładna, można było najpierw poszwędać się po szpitalu, by wreszcie dotrzeć do parku szpitalnego. Piotr spędził tam mnóstwo czasu. Przegapił nawet obiad szpitalny. Ale co tam… w perspektywie miał dziś przecież wyjście do domu. Poszwędał się jeszcze trochę dokoła sztucznego jeziorka i wrócił do sali. Przyuważony przez lekarkę, miał po chwili wypis ze szpitala i paczuszkę zastrzyków na cały miesiąc. Do podpisania został jeszcze jeden ważny papierek, który wcześniej wspólnie wypełniali.
– To jednak głupie, że wiek chorego, ilość rzutów wpływa na to czy dostanę lek – skwitował, podpisując dokument.
– Tak, ale wymogi NFZ są nie do przeskoczenia.
– Czyli dyskryminuje się osoby starsze lub dużo młodsze i te, które rzutów choroby miały albo za mało, albo za dużo? Według NFZ – tylko chorzy „akurat” mogą załapać się na leczenie?
– Niestety.
Lekko zniesmaczony, a zarazem szczęśliwy, że znalazł się w niecałych 4% chorych, którym przyznano lek szybko odebrał wypis i schował do torby.
– A co po tych dwóch latach? – zapytał lekarki.
– Zobaczymy. Na razie nie wiem co wyjdzie. – oznajmiła. – Na pewno wykonamy rezonans głowy, by sprawdzić co się zmieniło.
– Mogę się zbierać? – Piotr z uśmiechem zmienił temat.
– Jasne.
Piotr szybko wskoczył w swoje ubranie, pożegnał się z przemiłym personelem i już był na dole. W międzyczasie zadzwonił do Beaty z żądaniem przygotowania czegoś smacznego na późny obiad.
Po ekspresowym dotarciu do domu i ekspresowym wszamaniu obiadu, zaczął opowiadać o swoich nocnych przeżyciach. Niestety nieprzespana noc dała szybko o sobie znać.
– Będzie jutro – powiedział Piotr – więc jutro poopowiadam resztę. Zresztą sama zobaczysz jak będę robił sobie zastrzyk.
Ułożył się wygodnie w łóżku i, jak to Piotr, natychmiast zasnął…

Print Friendly