– Umówiłem się dziś na kontrolę. Jadę – Piotr oznajmił Beacie rano. – Odwlekam to i odwlekam ale lekarstwo się kończy więc czas załatwić co potrzeba. Umówiłem się z lekarką
– No jasne. Odwlekanie nic nie daje – skomentowała Beata.

 Piotr zebrał się po śniadaniu. Wsiadł w samochód i w miarę sprawnie dotarł do szpitala. Niestety tu nie poszło już tak sprawnie. Okazało się, że musi poczekać na lekarkę prowadzącą bo ma spotkanie. Minęły trzy godziny i wciąż czekał. Wreszcie, po kolejnej godzinie pojawiła się. Wizyta wyglądała podobnie jak poprzednie, comiesięczne. Badanie odruchów, rozmowa. Tego dnia doszedł jeszcze kwestionariusz oceny dwuletniego leczenia. Wyniki były dobre. Stan zdrowia tylko delikatnie się pogorszył.
– Czyli możemy przedłużyć leczenie? – Piotr widząc opis stanu zdrowia spytał lekarki. – Albo zapisać mnie na kolejny program? – dodał szybko.
– A skąd! Przecież czuje się Pan dobrze. Poza tym inni też potrzebują załapać się na program – stanowczo odpowiedziała lekarka.
– Jak to! Lekarstwo pomaga mi. To nic nie znaczy?
– No właśnie skoro pomaga to nie potrzebuje Pan go dalej.
– Bez sensu. Przecież dobrze Pani wie, że SM jest chorobą nieuleczalną.
– Tak, ale te dwa lata leczenia pomogły Panu.
– Gdyby nie pomogły to też usłyszałbym od Pani, że nie potrzebuję już leczenia.
Nastąpiła chwila ciszy, po której Piotr dalej próbował dowiedzieć się czegoś więcej.
– Rozumiem, że mimo swojej nieuleczalnej choroby nie mogę otrzymać już leczenia? – zapytał.
– W tej chwili nie – zabrzmiała krótka odpowiedź.
– Rozumiem, że odmawia mi się leczenia – łapiąc szybko wszystkie dokumenty, Piotr wykrzyczał co swoje i trzasnął drzwiami.
Ze łzami w oczach wrócił do samochodu. By ruszyć do domu musiał chwilę się uspokoić. Powrót do domu nie był już tak sprawny i radosny jak wcześniejsza droga. Opowiedział całą historię Beacie.
– Coś wymyślimy – pocieszała Piotra.
Piotr bez dalszej rozmowy poszedł położyć się spać. Mimo, że ten dzień był dla niego wyjątkowo krótki, to był też wyjątkowo męczący. Następny dzień przyniósł jednak odrobinę nadziei. Wcześnie rano Piotr zaczął poszukiwania innego szpitala na terenie kraju, gdzie mógłby się zapisać w kolejkę. W południe już wiedział, że w mieście oddalonym o 130km od domu jes możliwość otrzymania lekarstwa. Czas oczekiwania wynosi jedynie 6 miesięcy.
– Ważne, że jest – wykrzyknął radośnie. – Poczeka się.
– Co jest? – biegnąc do Piotra, zapytała Beata.
– Miejsce, lekarstwo. Mam tylko wysłać swoją historię choroby.
I faktycznie po niespełna sześciu miesiącach Piotr otrzymał telefon z informacją, że został zakwalifikowany do programu na trzy lata. Teraz tylko należy wykonać rezonans magnetyczny i voila. Leczenie przebiegało bardzo sprawnie dopóki badania nie wykazały uszkodzenia wątroby. To zmuszało Piotra do robienia częstych przerw w przyjmowaniu zastrzyków. Pomimo odpowiednich lekarstw osłaniających i regenerujących wątrobę, wskaźniki potrafiły być na tyle duże, że Piotr wręcz przysypiał. Jednak po pewnym czasie sześciokrotne lub nawet ośmiokrotne przekroczenie normy nie przysparzało Piotrowi stresu. Nauczył się z tym żyć i walczyć, choć nie zawsze było i jest łatwo. Rodość przyniosły także informacje o kwalifikacji na kolejne lata leczenia.
– My takich pacjentów przyjmujemy z otwartymi rękami – słyszał nie raz od lekarza prowadzącego. – Skoro leczenie jest skuteczne, to należy je kontynuować.
– Mniejsze miasto, więksi ludzi – komentował Piotr.

Życie Piotra, mimo, że udało mu się „zdobyć” leczenie, nie jest proste. Osoby, z którymi się spotyka, na które się napotyka, a które nie wiedzą wszystkiego o chorobie, lub wiedzą niewiele, nie mają pojęcia o samopoczuciu Piotra. A potrafi być tak zmienne, że trudno jest to sobie wyobrazić. Piotr, w jednej chwili potrafi czuć się psychicznie i fizycznie bardzo dobrze, by za dziesięć minut opaść z sił i stać się rozdrażnionym czy smutnym. Piotr jednocześnie nie mówi o wszystkich swoich obawach i odczuciach. Swój ból i swoją chorobę trzyma dla siebie. To czym się dzieli jest tylko drobnym fragmentem jego borykania się z chorobą. A stwardnienie rozsiane jest nieobliczalne i u każdego przejawia się inaczej. Pocieszające jest to, że Piotr otrzymuje leczenie, że ma kochającą rodzinę i że stara się nie załamywać. A najważniejsze, że choroba nie postępuje bardzo drastycznie. Właściwie żyje jak dawniej. Musiał tylko zaakceptować towarzysza na resztę życia i, by móc funkcjonować normalnie, pogodzić się z nim.

Print Friendly