Ponieważ Piotr miał w planach wykonanie przynajmniej części zaplanowanej roboty, musiał wyłączyć się. Przez godzinę udało mu się funkcjonować w swoim zamkniętym świecie. Sztukę tę opanował lepiej niż większość facetów, którzy i tak są mistrzami w tej dziedzinie.

Z tego stanu wybiło go jednak krótkie, acz głośne pytanie zadane przez niewiadomo kogo:
– Kto pisze się dziś na żarcie?
Chwilkę później otworzyły się drzwi i zajrzała przez nie pytająca głowa.
– A co zamawiacie, i o której?
– Pewnie chińszczyznę – jednogłośnie i równo, jakby trenowali tę kwestię przez tydzień, odpowiedzieli wszyscy znajdujący się w pokoju.
Nastąpiło zbieranie zamówień. Zwykle w takich sytuacjach obdzwania się firmę. I zwykle zajmuje to pół godziny.
Ponieważ Piotrowi poprawił się nastrój więc mógł włączyć się w akcję zbierania „żarcie”.
– Widzę, że chętnych do żarcia nam przybywa – głośno oznajmił Piotr.
Po chwili lista chętnych na chińszczyznę z dostawy obejmowała już 15 osób z różnych działów.
– Przy tak dużym zamówieniu powinniśmy chyba negocjować ceny? – rzucił ktoś z pokoju.
– Kto zamawia i w końcu na którą? – zapytał Piotr – bo jakoś tego nie ustaliliśmy.
Nastała cisza. Zwykle tak jest gdy chętnych do żarcia cały pokój a zamawiającego nie można wskazać. Na szczęście było jeszcze wcześnie więc wybór mógł się dokonać później.
– Pewnie zadzwoni ten co będzie najbardziej głodny. – Stwierdził Tomasz wracając do swojego biurowego boksu.
Tomasz był głównym informatykiem w firmie. Jako, że Piotr troszkę znał się na komputerach, zaczął wdrażać się w struktury IT firmy. Pomagał Tomaszowi przy drobnych problemach, których przybywało ze względu na starzejący się sprzęt. Sam informatyk nie ogarniał już tego i tym razem poprosił Piotra o sprawdzenie problemu w sekretariacie.
Piotr wczłapał się zatem na drugie piętro i spojrzał pytająco na Martę.
– Co się stało? – spytał po chwili milczenia.
– Komputer nie działa.
– Włączyłaś go?
– Jasne.
– Do prądu? – doprecyzował wcześniejsze pytanie.
– Hmm… nie wyłączałam go. Więc pewnie tak.
– OK, a monitor jest podłączony?
– Tak, sprawdzałam – z przekonaniem odrzekła Marta.
Po kolejnej chwili milczenia Piotr wskoczył pod biurko by komputerowemu problemowi przyjrzeć się z bliska. Faktycznie wszystkie kable były odpowiednio podpięte do komputera, a on sam był uruchomiony. Wystawiając głowę ponad biurko Piotr krzywiąc szyderczo usta, z pełną powagą stwierdził:
– No tak, ale o sprawdzeniu kabelka z tyłu monitora to już zapomniałaś?
– A tam też powinien być podłączony? – Spytała Marta robiąc oczy jak wilk z bajki o Czerwonym Kapturku. Wyciągałam papierki zza monitora. Może coś rozłączyłam.
– Gotowe – oznajmił Piotr stojąc już przy wejściowych drzwiach sekretariatu.

Print Friendly, PDF & Email