Piotr wsiadł do samochodu, zapiął pasy i odpalił silnik. Zanim ruszył sprawdził swoje możliwości obserwacji otoczenia. Było w porządku. Ruszył do domu. Po półgodzinnej jeździe w korkach dotarł i spokojnie wszedł do mieszkania. Żona, jak zwykle, zarzuciła go mnóstwem pytań:


– Jak było? Dużo pracy? Jadłeś coś? Jak się czujesz? – I na końcu dodała wreszcie – cześć!
– Cześć – odpowiedział Piotr, pomijając lawinę wcześniej zadanych pytań.
– Jak się czujesz?
Wybór padł niestety na ostatnie pytanie.
– Ujdzie, od rana coś nie tak.
– Co nie tak?
– Nie wiem – sprecyzował Piotr.
– Ale co? Głowa boli? Nogi? Ręce? Czy coś innego? – Znów lawiną pytań zalała Piotra.
Po chwili milczenia Piotr opowiedział historię dnia. Dał wyraz swojej bojaźni, obawach i bezradności.
– Coś wymyślimy – szybko zapewniła Beata.
Usiedli do stołu, na którym nie wiadomo skąd znalazło się już latte i własnej roboty muffiny z jagodami. Rozmawiali ze sobą do północy. Stanęło na obserwacji i konieczności wykonania badań. Później, by rozładować stres i obawy wybrali jakiś nieskomplikowany film. Po kilku lampkach półwytrawnego wina, film zakończył się, a oni sami, w lepszych nastrojach i z większą pewnością siebie, poszli spać. Kolejny dzień miał być lepszy, bardziej ułożony.
– To się okaże – skomentował przed snem to co ustalili.
– Mamy przed sobą 4 godziny snu, a ja jestem już maksymalnie zmęczony – dodał, błyskawicznie usypiając.
Wtorek zaczął się o godzinie siódmej. Kolejny dzień zapowiadał się równie słoneczny, co poprzedni. Głośno przeciągający się Piotr obudził żonę, która przywitała go niewyraźnym „hej, jak się czujesz”.
– Noga i ręka pozostaje taka, jak wczoraj. Oczy są jakieś dziwne. Nie bolą ale rozbiegają się.
– Od której czynna jest przychodnia?
– Muszę już iść bo kolejka zbiera się wcześnie. Niby lekarze przyjmują od ósmej ale numerki kończą się pół godziny wcześniej.
– Nasza służba zdrowia – kiwając głową skwitowała Beata.
Piotr wstał. Poczuł, że błędnik mu oszalał i ciężko będzie dotrzeć do łazienki, o przychodni nie wspominając.
Beata widząc to, szybko wstała by pomóc mężowi w utrzymaniu równowagi. Chwilę postali nieruchomo.
– Już mi lepiej – stwierdził Piotr, i niepewnie wkroczył do łazienki.

Print Friendly, PDF & Email