Piotr, zanim wszedł, stał w progu mieszkania jeszcze przez piętnaście minut. Zastrzyk okazał się bardziej bolesny niż się tego spodziewał.


– Co ci jest? – spytała Beata
– Tyłek mnie boli po zastrzyku. Jak tak będzie codziennie, to będę musiał spać na stojąco.
– Eee, nie będzie tak źle. Może tylko pierwszy zastrzyk jest tak bolący.
– No mam nadzieję, bo nie widzi mi się taka terapia. Ciekawe czy w ogóle zastrzyki coś mi pomogą.
– Pomogą. Czemu mają nie pomóc?
– Wiesz, druga ręka zaczyna mi drętwieć – z ogromną powagą w głosie Piotr wreszcie wszedł do środka.
– Dobrze będzie – ponownie zapewniła Beata – muszę lecieć do Zuzki. Czas na kolację.
Piotr wreszcie usiadł. Odpalił komputer i zaczął szukać w Internecie informacji o swoich dolegliwościach. Szybko jednak porzucił tę czynność. Kilka stron, które zdołał otworzyć nie napawały radością.
– To nie jest dobry pomysł – wyszeptał.
Wyłączył monitor, oparł się o fotel i przymknął oczy. Lampka biurkowa oświetlała jego twarz ciepłym niejasnym światłem. W szumie wentylatorów usłyszeć można jednak było przyspieszone bicie serca Piotra. Zdenerwowanie i obawy po tym co zdążył już wyczytać osiągnęły wysoki poziom. Piotr próbował zagłuszyć myśli i obrazy, które krążyły po jego głowie. Na myśl przyszła fraza z filmu „Lepiej być nie może”. Zaczął nucić fragment piosenki : „Always look on the bright side of life. Ta dam… ta dam ta dam ta dam”.
Po chwili wyprostował się. Nadal w ciszy siedział przed wyłączonym monitorem.
– Weź się w garść – ponownie wyszeptał do siebie.
– To nie może być nic strasznego – odpowiedział sobie.
– A jak coś złego się dzieje?
– Lekarze pomogą.
– No pewnie, że pomogą.
– Jutro się zobaczy.
Prowadząc taki ze sobą taki dialog spędził na fotelu dobre dziesięć minut.
– Z kim gadasz? – zapytała wkradająca się żona.
– A, tak do siebie – odparł, dodając żartem – to jest dobry czas na rozmowę z kimś inteligentnym. Może powinienem iść do psychiatry.
– Każdy rozmawia ze sobą. W myślach lub na głos.
– No tak. Ja w pracy gadam na głos… z monitorem.
– No widzisz. Psychiatra na razie nie jest ci potrzebny.
– Dobra, zjem coś i idę spać. Jakiś zmęczony jestem. Tatalnie opadłem z sił. A najgorsze, że nie zadzwoniłem do Daniela, że nie będzie mnie w pracy.
– Pewnie się domyślił, skoro nie przyjechałeś do roboty.
– Racja. Ale jutro z rana muszę wytłumaczyć się. Na szczęście to równy gość.
– Zrozumie jak mu opowiesz.
Piotr i Beata zjedli kolację z lampką wina przy nastrojowej muzyce. Ponieważ rozmowa jakoś się nie kleiła, spoglądali na siebie co jakiś czas. Rozumieli się bez słów. Każde z nich czuło co czuje małżonek. Chyba tego trzeba im było obojgu. Chwili odsapnięcia i wyciszenia.
Półtoraroczna Zuzia już spała. Ponieważ przesypiała całą noc bez rozbudzania się wiedzieli, że i oni mogą spokojnie odsapnąć po całym dniu, bez wstawania w nocy. Idealnie.

Print Friendly