Koniec ciężkiego tygodnia należało zakończyć w supermarkecie. Może nie najtaniej ale najbliżej i wszystko w jednym miejscu. Weekend kusi grillem. Niezbędne są zatem zakupy…

Wziąłem mały „ręczny” koszyk. Nie planowałem w końcu dużych zakupów. Bez listy pamiętałem jedynie o mięsie i bitej śmietanie do gofrów. Tuż po wejściu stwierdziłem, że przyda się podpałka. No to siup do koszyka, na dno! Idę dalej – pieczywo do grilla też się przyda. Koszyk mały – więc niedużo. Może jeszcze coś do pochrupania na dzisiaj. No, ale jak orzeszki, precle i paluszki to jeszcze piwko – ale to na końcu. Teraz czas na sałaty – zrobimy vinegrette.

Wreszcie doczłapałem się do mięs i wędlin. Szukam kiełbasy. O! może ta! No nie – 45% mięsa, jakieś wzmacniacze smaku i woda. Po prostu rewelacja. Po wytopieniu się na grillu pewnie zostaje tylko flak. Może droższą? No już lepiej – 65% mięsa + jakieś dziwne składniki. Poluję dalej. Przerzucam paczuszki z kiełbasami i wreszcie jest – 96% mięsa. Do tego przyprawy i nieduża ilość zapychaczy. Teraz kaszanka – kasza i dziwne skórki, flaczki… Rany! to ma więcej wspólnego z wysypiskiem niż z jedzeniem. Po kolejnych 10 minutach przeglądania etykiet – mam kaszankę i do tego białą kiełbasę. Teraz już tylko mięso. Ale z tym łatwiej.

Co ja miałem jeszcze kupić? Mleko. Ach! Bita śmietana. Ponieważ wygodna jest w sprayu – wiec poszukuję najlepszej. Pierwsza z brzegu. Śmietana zrobiona z cukru i elementów roślinnych. No no. Niezły wyczyn – śmietana roślinna.

Teraz już chyba tylko piwko. Nie! Ręczniki papierowe. O! w masie cen – upolowałem rzetelną promocję. A to nie zdarza się każdego dnia…

a propos „nie zdarza” przypomniał mi się żołnierski dowcip sprzed paru lat:

150320-113831-2

Pułkownik do majora:
Jutro o 9:00 nastąpi zaćmienie Słońca, co nie zdarza się każdego dnia. Niech wszyscy żołnierze wyjdą na plac ćwiczeń, będę im udzielał wyjaśnień. W razie deszczu, ponieważ i tak nic nie będzie widać, proszę zebrać ludzi w sali gimnastycznej.

Major do kapitana:
Na rozkaz pułkownika jutro o godzinie 9:00 rano odbędzie się uroczyste zaćmienie Słońca. Jeśli zajdzie konieczność deszczu, pan pułkownik wyda w sali gimnastycznej oddzielny rozkaz, co nie zdarza się każdego dnia.

Kapitan do porucznika:
Na rozkaz pułkownika jutro o 9:00 nastąpi zaćmienie Słońca. W razie deszczu zaćmienie odbędzie się w sali gimnastycznej, co nie zdarza się każdego dnia.

Porucznik do sierżanta:
Jutro o 9:00 pułkownik zaćmi Słonce na sali gimnastycznej, co nie zdarza się każdego dnia.

Sierżant do kaprala:
Jutro o 9:00 nastąpi zaćmienie pułkownika z powodu Słońca. Jeżeli na sali gimnastycznej będzie padał deszcz, co nie zdarza się każdego dnia, zebrać wszystkich na plac ćwiczeń.

Dwaj szeregowi pomiędzy sobą:
Zdaje się, ze jutro będzie padał deszcz. Słonce zaćmi pułkownika na sali gimnastycznej. Niewiadomo dlaczego nie zdarza się to każdego dnia…

.
Niestety „ręczny” koszyk okazał się zbyt mały! Zadowolony z miejskiego polowania na możliwie zjadliwe składniki, idę do kasy trzymając koszyk w jednej ręce a w drugiej piwo i całą resztę. Uzbierało się, oj uzbierało.

Print Friendly